Nasza wiara jest żywa, ponieważ chadza ręka w rękę ze zwątpieniem. Gdyby była tylko pewność, a nie byłoby zwątpienia, to nie byłoby tajemnicy, a zatem nie byłoby potrzeby wiary.

Bardzo lubię czytać książki o instytucji Kościoła. Sama nie jestem wybitnie wierząca, mam trochę inne poglądy na to, jak wiara i sama religia powinna wyglądać, natomiast thrillery czy powieści oparte na faktach, powiązane z tym tematem, zawsze mnie fascynowały. Nie wiedziałam, że znany mi już wcześniej Robert Harris, brytyjski pisarz i autor kilku bestsellerów, pokusił się o zajrzenie wgłąb zgromadzenia kardynałów, zwoływanego po śmierci papieża. Gatunek i tematyka powieści to dwie rzeczy, które mnie w tej książce najbardziej zafascynowały. Czy było warto po nią sięgać?

R.Harris, Konklawe, wyd. Albatros, s. 336

Umiera ukochany przez lud papież, który przez całą swoją posługę propagował ideę Kościoła ubogiego i tolerancyjnego. Zaszczyt i ciężar zorganizowania konklawe przypada dziekanowi kolegium kardynalskiego – kardynałowi Lomeliemu. Gdy siedemnastu kardynałów pojawia się w Watykanie, konklawe można uznać za rozpoczęte. Niestety, zmarły papież postanowił wtrącić się do rozgrywki. Przed śmiercią wyniósł do godności kardynalskiej kardynała Beniteza z Filipin. Zrobił to w tajemnicy przed wszystkimi. I tak oto kardynał pojawia się, chcąc wziąć udział w wyborach nowego papieża. Nikt o nim nic nie wie, poza oficjalnymi notatkami. Nie wiadomo, za kim się opowie. Lomeli usiłuje także dociec, co zaintrygowało zmarłego papieża w tym człowieku. Tymczasem dziekan musi zmierzyć się także z innymi kardynałami, którzy zaczynają skupiać się na całkiem ziemskich intrygach, aby wpłynąć na wynik wyborów. Lomeli stanie przed wieloma trudnymi wyborami, które pokażą mu, czy rzeczywiście jego wiara jest tak słaba, jak sądził.

wiara

to nie wiara jest najważniejsza, ale nasze własne sumienie.

Niewątpliwie mocną stroną tej powieści są bohaterowie wykreowani przez autora. Harris zarzekał się, że zmarły papież nie miał być podobny do obecnego papieża Franciszka, jednakże nie sposób nie doszukać się analogii. Chcąc nie chcąc, czytelnik wyobraża sobie właśnie jego. Lomeli jest również bardzo mocną postacią, zwłaszcza, że zmaga się z wieloma kryzysami moralnymi, które nie do końca pasują do jego funkcji. Są jednak elementem ziemskiego życia i sprawiają, że dziekan staje się bardziej ludzki i o wiele łatwiej go polubić. Ja go w każdym razie bardzo polubiłam. Najbardziej tajemnicza postać – kardynał Benitez – został trochę przeidealizowany, niemniej jednak od samego początku budzi ciekawość nie tylko kolegów kardynałów, ale także ogromne zainteresowanie czytelnika. Przez całą powieść zastanawiałam się, co z tym człowiekiem jest nie tak. Co sprawiło, że papież go wybrał, poza oczywistymi przymiotami charakteru?

KILKA ciekawych faktów na temat wiary, historii Kościoła, procesu konklawe, sumienia i godności kardynałów

Bardzo mocnym punktem tej powieści są fakty, które autor do niej przemyca. Czytelnik dowie się kilku szczegółów – mniej lub bardziej pozytywnych-  na temat byłych papieży ( m.in. Karola Wojtyły) oraz będzie mógł zobaczyć jak wygląda konklawe od środka. ,,Konklawe” jest także powieścią z morałem, który mówi, że wiara bez wątpliwości jest niczym, a najważniejsze jest nasze sumienie i dobre uczynki. Wizerunki siedemnastu kardynałów, którzy przyjechali do Watykanu wybierać nowego papieża doskonale pokazują, że nie wszyscy mogą poszczycić się takimi przymiotami jak czyste sumienie i zwyczajna, ludzka dobroć, choć każdy z nich deklaruje się jako obrońca wiary.

Zakończenie najsłabszym elementem powieści

Zakończenie dosłownie wbiło mnie w fotel i muszę szczerze przyznać, odrobinę zniesmaczyło. Moim zdaniem było zwyczajnie nierealne. Nie będę się rozpisywać, żeby nie spojlerowac nikomu., niemniej jednak bardzo się rozczarowałam, bo po pisarzu pokroju Harrisa nie spodziewałam się czegoś takiego. Gdyby rzucił bombą i rozwalił całe to konklawe nie zaskoczyłby mnie bardziej.

Polecam powieść wszystkim, których interesuje tematyka związana z instytucją Kościoła. Na pewno nie będziecie się nudzić, ponieważ fabuła jest świetnie naszkicowana, bohaterowie warci poświęcenia im uwagi.

Właściwie, to dobre słowo. Taka przykrywka do wszystkiego, czego nie chcemy powiedzieć.

Dawno mnie tutaj nie było, aż wstyd. Niby nie samą pracą człowiek żyje, a jednak trochę tak jest. Gdyby tylko doba dała się rozciągnąć… 🙂 Wracam do was z trochę starszą pozycją, jednakże niezmiernie aktualną.  Niektórzy z was wiedzą, że lubię twórczość Katarzyny Grocholi i to do jej twórczości chciałabym się dzisiaj odnieść.

K. Grochola, Trzepot skrzydeł, wyd. Literackie, s. 168 – krótka historyjka o tym jak przemoc domowa niszczy życie

Muszę przyznać, że tytuł jest niepozorny, podobnie jak rozmiary tej powieści. Tylko 168 stron i aż tyle, chciałoby się powiedzieć. Nie jest to powieść dla wszystkich. Nie jest to powieść przyjemna ani relaksująca. Opowiada o zjawisku które przez wielu jest bagatelizowane w naszym kraju – o przemocy domowej.

przemoc domowa

Historia Hanki, która właściwie miała dobre życie, ALE COŚ NIE WYSZło

Hanka jest właściwie szczęśliwa. Właściwie to ma cudownego męża, dobrą pracę. Właściwie to jest sielanka. To słowo właściwie jest kluczem, który dokładnie opisuje jej życie, które nigdy nie jest naprawdę szczęśliwe. Za drzwiami mieszkania Hania przeżywa koszmar, który codziennie gotuje jej mąż-oprawca.  Powieść przedstawia nam naprawdę dogłębny, psychologiczny obraz ofiary i kata. Dla osób, które interesują się tematem będzie to z pewnością wartościowe studium przypadku, opisujące mechanizm relacji kobiety i mężczyzny, w której jedno z nich jest ofiarą. Idealna dla osób, którym trudno zrozumieć takie relacje.

Największy plus – realizm i niebanalne postacie

Bardzo dużym plusem tej krótkiej powieści jest to, że jak na swoje rozmiary zawiera  sobie dużo dobrej jakości. Mamy rewelacyjną postać Hani, która jest do bólu realistyczna. To mogłaby być każda z nas. To poczucie nie opuszczało mnie od początku książki. To mogłam być ja. Wizerunek męża-oprawcy i to, w jaki sposób zmieniał się na przestrzeni lat także jest godny podziwu. Reakcje przyjaciół głównej bohaterki również bardzo mocno oddają to, z jakim traktowaniem kobiety-ofiary są traktowane w społeczeństwie.

Przemoc domową trzeba nagłaśniać!

Bardzo żałuję, że tak niewiele jest książek, które nagłaśniają problem. Więcej, zdaje mi się, że powstaje wiele powieści, w których przemoc jest na porządku dziennym i nie jest ona niczym złym. Mam nadzieję, że kiedyś ten trend się odwróci i zniknie przyzwolenie na tego typu praktyki. Tymczasem gorąco zachęcam wszystkich do sięgnięcia po jedną ze starszych powieści K. Grocholi.

 

 

 

Nic nie pozbawia nas sił równie skutecznie jak strach – B.A.Paris, Za zamkniętymi drzwiami

Poprzedni weekend spędziłam bardzo aktywnie. Na początku pojechałam na szkolenie z pracy, a potem od razu wstąpiłam do koleżanek mieszkających niedaleko. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że spotkam się z książką, która wywoła u mnie prawdziwą ekstazę czytelniczą. Od bardzo dawna nie przeczytałam książki, która wyzwoliłaby u mnie takie uczucia. A gdy dowiedziałam się, że planują zrobić na jej podstawie film to już wiedziałam – muszę na to pójść, choć czuję w kościach, że mi zepsują książkę. Ale pójdę.

B.A.Paris, Za zamkniętymi drzwiami, wyd. Albatros, s. 304

Grace i Jack tworzą parę idealną. Ona piękna, elegancka, idealna gospodyni, wiecznie zadowolona, wspierająca żona. Jack wzięty prawnik, bezkompromisowy na sali sądowej, dzielnie walczący o prawa molestowanych i bitych kobiet. I szaleńczo zakochany w swojej ślicznej żonie, dla której jest gotów na każde poświęcenie. Czy mógłby istnieć bardziej sielski obrazek? Zdecydowana większość znajomych zazdrości Jackowi i Grace tak udanego małżeństwa. Wydają się strasznie szczęśliwi. Nowa znajoma Grace jako jedyna nie wierzy w tę iluzję i zastanawia się, dlaczego Grace nigdy nie wychodzi z domu sama? Czy idealne małżeństwo może być tylko iluzją?

za zamkniętymi drzwiami

Świetni bohaterowie i wciągająca fabuła

Pierwsze na co zwróciłam uwagę w powieści to to, że wciągnęła mnie od pierwszej strony. Miałam z koleżankami jechać na zakupy i nie pojechałam. Bo czytałam. Uśmiechały się tylko pobłażliwie, bo mnie znają i wiedzą, że jak mnie coś wciągnie to na amen. Więc zostałam sama z książką, a one buszowały po sklepach. Wróciły po trzech godzinach. Ja nadal czytałam. Odłożyłam tylko na chwilę, poszłam do koleżanki do kuchni. Popatrzyłam co ona tam robi i już mnie ciągnęło z powrotem. Co ciekawe, fabuła nie jest jakaś szczególnie nowatorska i innowacyjna. Fakt, to już kiedyś gdzieś było. Nie wiem dlaczego, ale autorka potrafiła to, co już było, zmienić w coś, co przyciąga i nie pozwala odłożyć książki choćby na moment. Więc czytałam. Po godzinie był koniec. I smutek, że to wszystko.

Bohaterowie, zarówno ci pierwszoplanowi jak i drugoplanowi, byli rewelacyjni. Jedyne co bym poprawiła to postać Jacka, o którym tak naprawdę mało wiemy, a jest postacią kluczową dla powieści. Historia Grace jest jednocześnie smutna i fascynująca. Jej losy dobitnie pokazują jak bardzo kobieta, która walczy o swoją rodzinę, może być zdesperowana. Tak naprawdę czyny, do których  jesteśmy zdolni, ukazują się dopiero w sytuacjach ekstremalnych.

Przewidywalne zakończenie jednym z poważniejszych minusów

Zakończenie mnie nie zdziwiło, spodziewałam się go od samego początku. Jest to duży minus, ponieważ w tego typu literaturze wolałabym być zaskoczona. Nie umniejsza to jednak wartości ogólnej powieści – nadal uważam, że jest jedną z lepszych książek, jakie zdarzyło mi się w tym roku przeczytać i polecam każdemu, kto lubi thrillery z dreszczykiem.

Książka już w sprzedaży!

Wiem, pewnie macie mnie dosyć, ale radość i energia mnie rozpiera. 🙂 Od kilku dni w sprzedaży jest moja nowa książka. Temat co prawda trudny, ale uważam, że potrzebny. Coraz więcej ludzi choruje na depresję, a literatury na ten temat nie przybywa. Dlatego z wielką chęcią chce wam przedstawić moje dzieło:

depresja-niewidzialny wróg joanna jankiewicz

Słów kilka o książce

W tym poradniku przedstawiam najważniejsze rodzaje depresji, wskazuje najczęściej spotykane objawy oraz omawiam takie zagadnienia jak nerwica natręctw, depresja anankastyczna, depresja poporodowa, baby blues i psychoza poporodowa. Mówię o tym, że należy zwracać także baczną uwagę nie tylko na osoby chore, ale także na osoby im bliskie, ponieważ najczęściej to właśnie one noszą trudny do zniesienia ciężar jakim jest życie z osobą chorą. W tym poradniku przedstawiam także rożne metody leczenia depresji, odczarowuje mit złego lekarza psychiatry i uzależniających leków, które są bardzo źle postrzegane, często bezzasadnie.

Wydawnictwo Złote Myśli

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Złote Myśli i z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do jej wydania, a w szczególności pani Aleksandrze, która niczym dobry duszek znosiła moje zniecierpliwienie. Nie jest to moja pierwsza i ostrzegam, że nie ostatnia książka tego wydawnictwa, także mam nadzieję, że przy kolejnej również trafię na Panią. 🙂

Depresja – niewidzialny wróg

Mam wielką nadzieję, że dla każdego czytelnika ta pozycja przyniesie coś wartościowego. Po to właśnie ją tworzyłam – żeby pomagać osobom chorym i ich bliskim w zrozumieniu tej choroby. Bo to właśnie w zrozumieniu leży klucz do jej pokonania. Znam wiele osób, którym udało się wygrać z depresją. Jestem pewna, że każdy z moich czytelników ma tą siłę w sobie i może sobie pomóc. Najważniejsza jest jednak wizyta u dobrego specjalisty, bez tego się nie obejdzie. Od wielu lat słyszę, że nie ma w Polsce dobrych lekarzy psychiatrów. Są, tylko trzeba szukać, aż się znajdzie. Wiem, że to trudne, ale jeśli znajdziemy odpowiedniego człowieka to okaże się, że jesteśmy o krok bliżej od wyzdrowienia.  Czego życzę wszystkim osobom, które zmagają się z depresją.

Piękna i Bestia w kinach!

Uwielbiam bajki Disneya. Kochałam je już jako mała dziewczynka, z pasją oglądając Pinokia, Bambiego, 101 dalmatyńczyków, Piotrusia Pana i Króla Lwa. Wydaje mi się, że potem żadne bajki, wyprodukowane przez inne wytwórnie, nie pobudziły już tak bardzo mojej wyobraźni. Historia Belli jest mi szczególnie bliska, ze względu na zainteresowanie głównej bohaterki literaturą. Niezrozumiany, wyśmiewany przez mieszkańców małego miasteczka mól książkowy. Do dzisiaj, gdy słyszę pytanie: ,, Co ci daje czytanie?” mam przed oczami Bellę z Pięknej i Bestii, dla której czytanie książek było jak podróże, których nie mogła odbywać na co dzień. Kiedy usłyszałam o tym, że Piękna i Bestia pojawi się na ekranach kin wiedziałam, że nie może mnie tam zabraknąć.  I poszłam sama, bo mój mąż wzgardził tego typu rozrywką. 🙂 Nie wie chłopak co dobre

.Piękna i Bestia

W małym, swojskim miasteczku, położonym we Francji, mieszka młoda, inteligentna dziewczyna o imieniu Bella. Mieszka tam od wielu lat razem z ojcem, który zajmuje się naprawianiem zegarów. Dziewczyna źle się czuje w miejscu, w którym przyszło jej żyć. Pasjami czyta książki, chcąc oddalić się jak najbardziej od szarej i nudnej rzeczywistości. Pewnego dnia jej ojciec zostawia ją samą i wyrusza na jarmark. Nieszczęśliwy wypadek sprawia, że tata Belli odwiedza zamek, w którym mieszka książę zaklęty w Bestię. Bella rusza ojcu na ratunek, nie wiedząc, że po przekroczeniu progu nawiedzonego zamku zmieni się całe jej życie.

NIESAMOWITY GŁOS EMMY WATSON I CHARYZMATYCZNA BESTIA

Pierwszym, pozytywnym zaskoczeniem był głos Emmy Watson. Poszłam na film z napisami, ponieważ mam awersję do polskiego dubbingu. I był to bardzo dobry wybór. Emma śpiewa naprawdę fantastyczne, ma bardzo miły dla ucha, ciepły głos, który idealnie współgra z postacią Belli. Po usłyszeniu jej śpiewu i obejrzeniu gry aktorskiej nie mam żadnych wątpliwości, że wybór aktorki to nie przypadek i postawiono na osobę idealną. Dan Stevens w roli Bestii również pokazuje się z bardzo dobrej strony. Wiele osób podziwia grę aktorską Luke’a Evans’a, który grał Gastona – osobiście uważam, że aktor grający Bestię był dużo bardziej charyzmatyczny, natomiast fakt, faktem – Gaston bywał bardzo zabawny i bardzo dobrze pokazał, że nie wszystko złoto, co się świeci, a potwór kryje się czasami tam, gdzie nie spodziewamy się go ujrzeć.

Świetna muzyka, która zostaje w głowie na długo

Jestem już kilka dni po obejrzeniu filmu i nadal mam w głowie cały soundtrack z Pięknej i Bestii. Muzyka w tym filmie to prawdziwe mistrzostwo gatunku – bałam się, że twórcy zepsują muzykę, którą znałam z bajki. Nic takiego na szczęście się nie stało, a ja mogłam delektować moje uszy cudownymi dźwiękami. Po obejrzeniu filmu z napisami zobaczyłam w internecie jak poradzono sobie w polskim dubbingu z muzyką. I muszę przyznać, że śpiew Bestii robi wrażenie – brawo dla pana Huberta Zapióra. Nieprawdopodobny głos.

Walory edukacyjne w bajkach Disneya

Jak każda bajka Disneya, ta również opowiada o tym, że w każdej osobie może skrywać się ,,bestia”. To nasze uczynki najbardziej nas określają i dobro, które w sobie nosimy. Ktoś może być piękny i bogaty, ale być złym człowiekiem. Nie wierzę co prawda w sprawiedliwość społeczną jak w bajkach Disneya, aczkolwiek głęboko ufam w to, że dobre uczynki wracają do nas ze zdwojoną siłą.  Bardzo dobrze, że są jeszcze bajki, które o tym przypominają, nie tylko dzieciom, ale i dorosłym.

Polska polityka w smutnym wydaniu – Wotum nieufności Remigiusza Mroza

Wstyd się przyznać, ale to moje pierwsze spotkanie z panem Remigiuszem Mrozem i jego twórczością. Taka wielbicielka kryminałów jak ja nie powinna się do tego publicznie przyznawać. No cóż, trudno, stało się. Mogę tylko powiedzieć na swoje usprawiedliwienie, że mam bardzo małe zaufanie do polskich twórców powieści kryminalnych i musiałam się przemóc i przygotować psychicznie. Pytanie tylko, co mi z tego wyszło?

Remigiusz Mróz, Wotum nieufności, wyd. Filia, s. 624

Co się stanie, gdy marszałek sejmu obudzi się z wielką luką w pamięci, w nieznanym wcześniej pokoju hotelowym, znajdującym się gdzieś na wygwizdowie? Wiadomo jedynie, że to tylko początek problemów. Czy marszałek Daria Seyda przypomni sobie, co się stało w tę noc? Tymczasem Patryk Hauer, młody polityk prawicy, próbuje zrozumieć czy śmierć jednego Polaka i działania najwyższych urzędników w państwie mają ze sobą jakikolwiek związek. Tą dwójkę dzieli absolutnie wszystko – podejście do rodziny, etyki, moralności i polityki. Połączy za to jedna, tajemnicza sprawa śmierci jednego człowieka, którą oboje będą chcieli wyjaśnić za wszelką cenę.

wotum nieufności

Nie na darmo książki tego pana nazywane są majstersztykami. Na własne oczy przekonałam się, co to znaczy po mistrzowsku stworzyć fabułę. Na ogół książki political fiction mnie nie grzeją. Tak właściwie to ja nie lubię polityki. Co mnie podkusiło żeby coś takiego wziąć do ręki? Nie mam bladego pojęcia. Ale wiem jedno. Zatonęłam w tej książce. Od pierwszej chwili autor wciągnął mnie w wir intryg, hipokryzji, twardej i bezkompromisowej polityki. To było nie tylko ciekawe – to chwyta za gardło i nie daje na chwilę odpuścić.

Ani chwili wytchnienia

Najlepszą cechą tej powieści są emocje. Jest ich tyle, że nie sposób zaczerpnąć tchu. Były momenty, że śmiać mi się chciało, bo przez chwilę był już spokój, a tutaj nagle znowu coś się dzieje. Mróz nie daje czytelnikowi chwili wytchnienia. Przez moment ma się wrażenie, że spokój to dla autora ujma na honorze – u niego w książkach musi się dziać i to tak, że wszystko się trzęsie. I rzeczywiście tak jest. Akcja goni akcję, bohaterowie są doświadczani na różne sposoby i wikłani w coraz trudniejsze do opanowania i dziwniejsze sytuacje. Powiem szczerze – gdybym była na miejscu tych ludzi chyba bym usiadła i się popłakała z bezsilności.

Wyidealizowana bohaterka

Jedno, jedyne zastrzeżenie mam do głównej bohaterki, Darii Seydy. Jest tak strasznie wyidealizowana, że to aż boli. Jakim cudem ta baba znalazła się w polityce? Takie pytanie zadawałam sobie niemalże przez całą książkę i nijak nie udało mi się na nie odpowiedzieć. Zapewne był to celowy zabieg autora żeby pokazać jakieś światełko w tym tunelu zła – polityka w tej książce jest tak straszna i brudna, że czytelnik ma ochotę się umyć zaraz po jej przeczytaniu. Pani Seyda wnosi lekki zefirek nadziei, aczkolwiek nie wiem czy takie osoby w polityce w ogóle jeszcze istnieją. Mam co do tego spore wątpliwości.

Podsumowanie

Wotum nieufności to bardzo dobra powieść, pełna emocji i wielokrotnych zwrotów akcji, od których zapewne niejednemu czytelnikowi zakręci się w głowie. Polecam zwłaszcza osobom, które lubią grzebać w polskiej polityce współczesnej. Spotkanie z bohaterami tej powieści będzie dla nich rozrywką na wiele chłodnych wieczorów.

Wolność nie ma ceny

Nadija Sawczenko przez wielu nie jest nazywana inaczej jak ,,najdzielniejsza żołnierka świata”, ,,bohaterka” i ,,narodowy symbol Ukrainy”. Przetrzymywano ją przez wiele miesięcy w rosyjskim więzieniu, zorganizowano pokazowy proces, w którym zarzucano jej, że zabiła z zimną krwią dwóch rosyjskich dziennikarzy. Na nic zdały się wyjasnienia, że nie mogła ich zabić, ponieważ nawet nie wiedziała gdzie ich szukać, ani kim oni byli. Przy pomocy adwokatów udowodniła, że była zupełnie gdzie indziej, gdy nakierowano ogień na rosyjskich dziennikarzy – już wtedy porwali ją Rosjanie.

Rosyjskie więzienie i głodówka

Przez cały czas przebywania w rosyjskim więzieniu Nadia nie załamała się ani razu. Nie złamała jej niewola, poniżające warunki, w których musiała przebywać oraz złe traktowanie rosyjskich oficerów,lekarzy, współwięźniów i urzędników. Na znak protestu postanowiła przeprowadzić głodówkę protestacyjną, której o mało nie przypłaciła życiem. Głodowała ponad 80 dni. Rosyjscy strażnicy, którzy ją pilnowali mówili, że większość więźniów wytrzymuje maksymalnie 10 dni. Ale ona nie raz udowodniła, że jest kimś wyjątkowym. Można się o tym przekonać, czytając jej wspomnienia.

N. Sawczenko, Nadia. Więzień Putina, wyd. Od deski do deski, s. 357

Nadija Sawczenko została skazana przez rosyjski sąd na 22 lata pobytu w kolonii karnej. Proces był pokazowy, aby dziewczyna nie miała szansy na obronę. Mimo to nie poddała się i walczyła do samego końca. Chciała pokazać bezprawny system działań Kremla. Teraz demaskuje go w swojej autobiografii.

 Nadija Sawczenko

Autobiografia Sawczenko jest bardzo ciekawą pozycją – pokazuje jak naprawdę wyglądały dni w rosyjskiej niewoli i rozwiewa wiele wątpliwości związanych z traktowaniem więźniów politycznych w Rosji. Nadija opowiada w niej także o swoim dzieciństwie, misjach w Iraku i wojsku, w którym ciągle musiała udowadniać, że bycie kobietą to nie obelga.

Głodowanie przez 80 dni

Najciekawszym rozdziałem był dla mnie rozdział o głodówce. Nadija dokonała niewyobrażalnego – głodowała ponad 80 dni, podczas gdy wielu ludzi nie jest w stanie wytrzymać 20. Doprowadziła organizm do stanu skrajnego wyczerpania, nie pozwalała sobie pomóc rosyjskim lekarzom i żądała obecności lekarzy z Ukrainy. Szczegółowo opisuje w jaki sposób przebiegała u niej głodówka, jak zmieniało się jej ciało, jak reagował organizm oraz w jaki sposób reagowali na to obecni z nią w więzieniu Rosjanie. Otrzymujemy wiele ciekawych informacji nie tylko na temat sytuacji w rosyjskich więzieniach, ale także o tym, jak daleko może posunąć się człowiek doprowadzony do ostateczności.

Styl pisania do poprawy, ale i tak jest nieźle

Minusem książki jest styl pisania Sawczenko. Można jej to jednak wybaczyć, ponieważ nigdy nie chciała być pisarzem, nie miała w planach wydania książki. Namówił ją do tego jej adwokat, który przekonywał, że mogłaby dzięki niej zabić czas, który tak bardzo jej się dłuży w rosyjskim więzieniu. Nadija przyznała mu rację, lecz od razu zastrzegła, że będzie pisać po swojemu, emocjonalnie. Od tego momentu co jakiś czas przekazywała swojemu obrońcy plik kartek zapisanych drobnym maczkiem. Gdy zdecydowała się ją napisać uznała, że lepiej będzie, gdy pokaże w niej nie tylko swoje wspomnienia, ale także swoją naturę – ekspresyjną, emocjonalną i wojowniczą. i taki też jest jej styl pisania – miejscami nieco chaotyczny, tekst jest pełen anegdot z jej życia, chwilami autorka gubi wątek i trzeba się zastanawiać o co jej chodzi. Niemniej jednak autobiografia jest bardzo ciekawa, nie tylko z punktu widzenia politycznego. Opowiada historię kobiety niezłomnej, dzielnej i walczącej do samego końca, wbrew wszystkiemu. Nie mam wątpliwości, że każde wojsko potrzebuje takich kobiet, nawet jeśli zarządzający tą instytucją nie zawsze się z tym zgadzają, myśląc, że miejsce kobiet jest w kuchni i przy dzieciach, a nie na poligonie, z granatem w ręku.

 

Często nasze koszmary mają imię

Nie jestem fanką twórczości Anety Jadowskiej. Pierwsza jej powieść, z jaką miałam nieprzyjemność się zetknąć to Złodziej Dusz, pierwszy tom o Dorze Wilk – policjantce i wiedźmie jednocześnie. Ta pozycja nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia i jeszcze długo po tej wpadce nie byłam w stanie dać  autorce szansy. Coś się jednak zmieniło, kiedy pewnego zimnego dnia zobaczyłam okładkę Dziewczyny z Dzielnicy Cudów.

Boska okładka

Tak, wiem. Książki nie ocenia się po okładce, a sam wygląd nie powinien być czymś, po czym oceniamy człowieka. Ale prawda jest taka, że wszyscy to robią – obojętnie, czy tyczy się to książek, czy ludzi. Mnie ta okładka wbiła w ziemię i wołała do mnie Weź mnie do ręki! Czytaj mnie! Głupota, ale tak czułam. Nie kupiłam jej wtedy. Dopiero gdy nabyłam czytnik w abonamencie z Legimi to okazało się, że jest w nim właśnie ta książka. Wiedziałam już, że muszę ją przeczytać. I tak też się stało.

Aneta Jadowska, Dziewczyna z Dzielnicy Cudów, wyd. Sine Qua Non, s. 320

Nikitę można uznać za zgorzkniałą samotniczkę. Nie ma przyjaciół i nie chce ich mieć. Ma za to wiele imion i matkę, której nienawidzi, a która jednocześnie jest jej szefową. Gdy pewnego dnia Irena przydziela Nikicie partnera do pracy dziewczyna wie już, że jej matka chce ją zdenerwować. Przecież wie, że wszyscy jej partnerzy giną przed skończeniem okresu próbnego! Po co w takim razie go przysłała?!

Jedyne o czym marzy Nikita to w spokoju pracować i nie stać się podobną do swoich rodziców. Jako córka zabójczyni i szaleńca ma genetyczne predyspozycje by stać się jedną z tych osób. Czy uda jej się zawalczyć o siebie? Czy nowy partner okaże się w tym pomocny?

Aneta Jadowska

Jedno co mogę powiedzieć z całą pewnością – pani Jadowska wypracowała sobie dużo lepszy warsztat literacki niż ten, który zapamiętałam z pierwszej powieści. Widzę ogromne zmiany i to zmiany na plus. Pierwszej części o Dorze Wilk nie mogłam czytać, tak była kiepsko napisana. Tutaj język, sposób opisania świata przedstawionego, sama fabuła, stoją na o wiele wyższym poziomie. Co jak co, ale lata praktyki swoje robią.

Nietuzinkowi bohaterowie

Plusem książki są bohaterowie – każda postać występująca w tej książce jest spójna, nieprzesadzona i realistyczna na tyle, na ile jest to możliwe w Dzielnicy Cudów, którą rządzi magia. Nikitę i Robina da się lubić – jego za szlachetność i dobroć, ją za praktyczny, analityczny umysł, cierpkie poczucie humoru i to, że mimo zła, do którego zmuszą ją uprawianie swojego zawodu  stara się, aby nikogo niepotrzebne nie krzywdzić. Są naprawdę ciekawi i z pewnością zostawią w wyobraźni czytelnika trwały ślad.

Bardzo dobrym pomysłem wydawnictwa, czy też samej autorki, są rysunki. Piękne, odrobinę mroczne, pasujące do całej książki i dające nam wyobrażenie poszczególnych postaci, występujących w książce. Brawa za to, w wielu książkach coś takiego jest potrzebne, a zwłaszcza w powieściach fantasy.

Zbyt dużo opisów i lania wody

Jest jeden minus, dość duży, o który mam ogromne pretensje. Aneta Jadowska ma taką przypadłość, która każe jej za dużo opisywać i za dużo tłumaczyć. Nie pozostawia żadnego niedopowiedzenia, wszystko musimy wiedzieć od razu. Często te opisy świata przedstawionego, przeszłości i charakteru bohaterów po prostu rażą i są strasznie przydługie i nudne. Zapewne autorka robi to po to, aby czytelnik jak najwięcej wiedział o Dzielnicy Cudów i innych zakątkach, ale doprawdy bez przesady. Za dużo tego. Ktoś bardziej złośliwy powiedziałby, że autorka robi to po to, żeby stron było więcej, bo wydawcy lubią długie powieści. Ale ja nie jestem człowiekiem złośliwym. 😉

Dobra i wciągająca fabuła

Fabularnie jest dobrze. Może nie jakoś super, ale znośnie. Akcja na początku rozwija się bardzo powoli – to może trochę denerwować, zwłaszcza czytelników szukających wrażeń od początku. Autorka na początku chciała nam w jak najpełniejszy sposób przedstawić życie Nikity, co trochę odsunęło główny wątek na dalszy plan. Na szczęście po dogłębnym poznaniu bohaterki i jej rozmaitych, często trudnych relacji z ludźmi, akcja rusza z kopyta i trzyma czytelnika w napięciu aż do końca.

Nie jest to powieść, nad którą mam ochotę piać z zachwytu, lecz nie jest też taką, którą mam ochotę wyrzucić przez okno. To dobra historia, z pewnością ciekawa, zapadająca w pamięć i kształtująca wyobraźnię. Chętnie sięgnę po kontynuację. A czytelników, którzy lubią fantasy zapraszam do zapoznania się z Nikitą. 🙂