Czy okładka jest ważna? Kilka słów o projektowaniu okładki.

Jednym z elementów prac wydawniczych jest projektowanie okładki. To bardzo przyjemny proces, głównie dla autora, który zyskuje możliwość zobaczenia jak jego dziełu nadaje się charakter i kształt. Jak wygląda współpraca wydawnictwa z autorem na tym polu?

okładka

Propozycje okładki od wydawnictwa

Jeśli współpracujemy z wydawnictwem i to w jego gestii jest stworzenie okładki to bardzo prawdopodobne, że pewnego pięknego dnia dostaniemy do akceptacji kilka wzorów okładki. Szczerze mówiąc uwielbiam wybierać okładkę do książki, którą sama stworzyłam. Jest w tej czynności coś, co mnie w jakiś sposób cieszy i uskrzydla, czasami nawet motywuje do dalszej pracy. Nie wiem czemu tak jest, nie do końca potrafię to ująć w słowa, ale tak właśnie się czuję, kiedy widzę propozycje okładek. Zazwyczaj autor dostaje od 3 do 5 propozycji. Jeśli trafi nam się płodny grafik to dostaniemy nawet 10. Pozostaje nam tylko wybrać którąś i posłać odpowiedź do wydawnictwa.

A co jeśli żadna okładka mi się nie spodoba?

Czasami dzieje się i tak, że żadne okładki do nas nie przemawiają. No bywa, nie wszystko nam się musi podobać. Mamy wtedy prawo powiedzieć, że te propozycje nam się nie podobają i prosimy o jeszcze jakieś. Oczywiście nie przesadzajmy, nie bądźmy wybredni dla zasady i nie marudźmy nad dwudziestą okładką. Jestem pewna, że z dwudziestu projektów da się coś wybrać. Jeśli mimo to żaden projekt nam się nie podoba to mamy dwie drogi – wybrać któryś projekt, który do nas nie przemawia, ale ujdzie w tłoku ( nie polecam – mamy być zadowoleni z efektu a nie umiarkowanie zadowoleni) albo podążyć jeszcze inną drogą.

Współpraca z niezależnym grafikiem

Zdarzyło mi się raz, że musiałam skorzystać z tego sposobu, ponieważ okładki wydawnictwa do mnie absolutnie nie przemawiały. Zwyczajnie napisałam do niego wiadomość, że poszukuję twórcy okładki do mojej książki. Musiałam nakreślić o czym jest fabula, jaki to typ literatury i poruszyć inne, podstawowe tematy. Jest to opcja droższa, bo w tym wypadku to autor płaci grafikowi, a nie wydawnictwo. Ale powiem wam jedno – warto tą drogą podążyć, jeśli nie macie już innego wyjścia. Koszt zrobienia okładki w kilku formatach to od 1000 do nawet 3000 zł.

Dlaczego okładka jest ważna?

Bo to pierwsze co widzi czytelnik, gdy sięga waszą powieść z półki. Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale nie czarujmy się – duża część czytelników tak robi. Potem patrzy na opis z tyłu. Ten powinien go zaciekawić na tyle, że czytelnik będzie chciał przeczytać książkę Jak skojarzy autora to fajnie. Jak nie, to jeszcze zajrzy na notę o autorze. Ale okładce przyjrzy się wnikliwie. Dlatego warto ją dopracować i spędzić nad nią trochę więcej czasu.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania na temat projektowania okładki lub innego procesu wydawniczego, to dajcie znać. Chętnie odpowiem, jeśli tylko będę potrafiła. 🙂

Cechy, które zrobią z ciebie dobrego pisarza

Wiele razy słyszałam już to pytanie. Zadawano mi je w wielu rożnych kombinacjach i odmieniano przez wszystkie możliwe przypadki. Kiedyś zapytano mnie także, czy każdy może pisać. Wielu twórców odpowiada, że każdy, dając przy tym nadzieje wielu osobom, które nigdy nie będą pisać książek. Nie dlatego, że nie umieją. Znam kilku pisarzy, którzy tworzą wspaniałe opowieści, jednak ich książki nigdy nie zostały wydane. Leżą w szufladzie i czekają. A oni sami zadają sobie pytanie: dlaczego?

Pisarz musi być wytrwały

Nie jest łatwo pisać książki. I mówię to ja, która wydała ich już trzy ( w sumie to dwie, ale trzecia niedługo się ukaże). Są dni kiedy zamiast weny jest jedynie smutek. Nie potrafisz napisać ani jednego zdania, pisanie cię męczy, a wiesz, że powinieneś COŚ napisać. COKOLWIEK. Ale nie idzie. Wielu ludzi wtedy jest złych, postanawia rzucić pisanie i klnie na czym świat stoi. Uważają, że zawiedli jako pisarz, nie umieją tworzyć i w ogóle co oni sobie myśleli, że się tego podjęli. Te uczucia są normalne. Przeżywa je wielu twórców minimum raz w roku.  I dlatego właśnie pisarz nie powinien łatwo się zniechęcać. A demotywować go będzie absolutnie wszystko – to, że koleżanka pisarka wydała książkę, a jego wciąż się kurzy, to, że dzieci przeszkadzają mu w pisaniu, to, że żona nie daje mu w spokoju tworzyć, to, że wydawnictwa mu nie odpowiadają na zapytania ofertowe i bieduje, to, że nie ma weny i od miesiąca nie napisał ani jednego zdania. Takie dni będą się zdarzać. Czytelnikom się wydaje, że praca pisarza jest miła i niezbyt stresująca. A już na pewno dochodowa. Oj, moi drodzy i tu się bardzo mylicie, ale to temat na osobny post. W każdym razie wytrwałość przyda się debiutantowi w nadmiarze.

pisarz

 

Pisarz musi być cierpliwy

Po raz kolejny wydawnictwo odrzuciło twoją książkę? Znowu żadne wydawnictwo nie odpowiada na twoje zapytanie? Piszesz już tyle lat i jak dotąd nie wydałeś ani jednej książki? Zastanawiasz się co jest z tobą nie tak? Zanim Andrzej Pilipiuk wydał swoją pierwszą książkę musiało minąć dobrych kilka lat. Joanne K. Rowling zanim wydała Harrego Pottera przeszła niemalże wszystkie wydawnictwa w Wielkiej Brytanii. Nikt nie chciał wydać sagi o małym czarodzieju z blizną na czole. Dopiero małe wydawnictwo postanowiło zaryzykować i dać szansę debiutującej autorce. Musisz zrozumieć jedną rzecz. Wydawanie książek to jest biznes. Jeśli wydawca czuje, że finanse włożone w wydanie twojej książki mu się nie zwrócą przy sprzedaży, to jej nie wyda. Bo nie będzie ryzykował. Dlatego wydawnictwa rzadko dają szansę debiutantom. Nie znaczy to jednak, że żaden debiutant nie ma szansy na wydanie książki. To nieprawda. Osobiście głęboko wierzę, że jeśli książka jest dobra, to zostanie wydana. Ale do tego musisz uzbroić się w cierpliwość. Katarzyna Bonda kiedyś powiedziała, że zanim zaczęła poważnie zarabiać na byciu pisarką musiała wydać kilka mniej poczytnych książek, żeby w pewnym momencie napisać bestseller i stać się jedną z najbardziej poczytnych pisarek. Każdy pisarz musi uzbroić się w cierpliwość i pokorę. Może nie dzisiaj, nie jutro, nie za rok czy dwa. Zawód pisarza jest piękny pod jednym względem – bestseller możesz wydać w każdym wieku. 🙂

Pisarz musi być pracowity i sumienny

Gdy pracuję nad książką tworzę harmonogram działań. Zakładam między innymi kiedy skończę pierwszy rozdział, ile znaków dzisiaj napiszę. To bardzo dyscyplinuje. Ale tylko osoby, które są sumienne i robią zawsze to, co sobie założyły. Uważam, że każdy pisarz powinien trenować swój warsztat, w ten czy inny sposób. Niektórzy prowadzą bloga, inni cały czas piszą książki, jeszcze inni jeżdżą na kursy. Nie neguje żadnego z tych sposobów – każdy jest dobry, aby poprawić i ulepszyć swoje pióro. Oczywiście znam takich pisarzy, którzy pracują wyrywkowo – przez 3 miesiące napiszą kilka rozdziałów, potem długo, długo nic i na końcu znowu ciąg. Jeśli im to pasuje to nie ma problemu, widocznie taki mają system pracy. Często pytacie mnie co trzeba zrobić, żeby zostać pisarzem. Kochani, odpowiedź jest bardzo prosta – pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Bez szkolenia swojego warsztatu daleko nie zajedziecie – chyba, że urodziliście się do bycia pisarzem i macie to w genach. Warto także dużo czytać, to pomaga. Zwiększamy w ten sposób nie tylko zasób słownictwa, rozwijamy naszą wyobraźnię i znajdujemy inspirację. Ale przede wszystkim trzeba się stale pilnować i samemu motywować do pracy – jesteście sami sobie sterem i okrętem – nikt tego za was nie zrobi!

Na koniec fajny cytat, który gdzieś mi się napatoczył. Idealnie oddaje mój charakter. 🙂 A wasz?

Chciałem powiedzieć światu tylko jedno słowo. Ponieważ nie potrafiłem tego, stałem się pisarzem.

Stanisław Jerzy Lec, Myśli nieuczesane, Wydawnictwo Literackie

Moja książka niedługo w księgarniach!

Długo czekałam, ale się doczekałam. Wreszcie mogę pokazać okładkę mojej trzeciej książki. Jeszcze dokładnie nie wiem kiedy premiera, mam nadzieję, że już niedługo się dowiem i będę mogła wam przekazać. Jedna rzecz jest jednak pewna – to nie moja pierwsza i nie ostatnia książka, ale to z tej jestem najbardziej dumna.

Depresja – niewidzialny wróg

Wczoraj ktoś mnie zapytał, czy trudno opowiada się o depresji. Bardzo trudno. Nie tylko dlatego, że jest coraz powszechniejsza. Obecnie nie znam osoby, która nie zna nikogo, kto miał lub ma depresję. Pani korektor, która poprawiała moją książkę powiedziała mi, że sama zna pięć takich osób, z czego trzem udało się wyjść zwycięsko z choroby. Nie pytałam co się stało z pozostałą dwójką. Być może są nadal na leczeniu. Oby tak było, bo depresja jest bardzo niebezpieczną chorobą. Jeden chłopak, który leczy się od kilku lat porównał ją kiedyś w rozmowie ze mną do cichego zabójcy. Zakrada się do ciebie niepostrzeżenie, być może próbuje najpierw zdobyć twoje zaufanie, uwić sobie gniazdko w twoim umyśle i sprawić, że uznasz ją za coś normalnego. I nagle zadaje cios. Jest już za późno na to, aby działać. Tracisz chęć do walki, zanim jeszcze się zaczęła.

depresja

Depresja u każdego wygląda inaczej

Jeden ciągle by spał. Druga nie może jeść. Trzeci stroni od towarzystwa. Czwarty przestaje kochać coś, co kiedyś było jego pasją. Piąty myśli o samobójstwie. Dla każdego z nich depresja to co innego. Jedyny wspólny mianownik to taki, że po jakimś czasie depresja postępuje, pokazując coraz więcej nowych twarzy. Najważniejsze to uświadomić sobie, że sami z nią nie wygramy. Nie chodzi tutaj tylko o wsparcie w rodzinie, ale przede wszystkim o wsparcie lekarza, który może nam pomóc, jeśli mu na to pozwolimy.

Lekarz mi nie pomoże, poradzę sobie sam

Osoby, które są najbliżej chorych na depresję słyszą to bardzo często. Daj mi spokój, nie jestem chory. Przecież nic mi nie jest. Poradzę sobie sam, to zwykły spadek formy. Przesadzasz, nic mi nie dolega. Nie będę chodził do psychiatry, tylko czubki tam chodzą. Chcesz żeby uznano mnie za wariata? I co ludzie o mnie powiedzą?

Często zamiast przejmować się swoim zdrowiem, przejmujemy się tym, jak inni będą nas odbierać. To droga do nikąd.Ci, którzy nas oceniają nie pomogą nam w chorobie. Nie sprawią, że się wyleczymy i wróci nam radość i chęć życia. Dobry psychiatra nie tylko nam wytłumaczy jak działa depresja, zdiagnozuje nas, powie w jaki sposób możemy małymi kroczkami zwyciężyć chorobę. Wczoraj usłyszałam, że lekarze w Polsce są beznadziejni i nie pomagają. Nie wszyscy. Na szczęście istnieją jeszcze specjaliści, którzy mogą pomóc. Wystarczy tylko im na to pozwolić.

Czym różni się korekta i redakcja tekstu? I jaki mają wpływ na wydanie własne książki?

Wielu ludzi ma ten problem – uparcie uważają, że korekta tekstu i redakcja to to samo. Albo wcale nie wiedzą co to jedno, a co to drugie i używają obu form zamiennie. Tymczasem rozróżnienie obu pojęć nie jest trudne., a na pewno przyda się osobie, która chciałaby wydać własną książkę, ponieważ i redakcja i korekta są bardzo ważnymi elementami procesu wydawniczego.

Co to jest redakcja tekstu?

Redaktor to człowiek, który sprawdza nasz tekst pod względem poprawek gramatycznych, stylistycznych, leksykalnych, składniowych i logicznych. To osoba, która ci powie, że dane zdanie nie brzmi jak zdanie w języku polskim, a twój bohater jeszcze przed chwilą miał na sobie zielony kubraczek, a w następnym akapicie ma czarny, chociaż w książce wcale nie jest napisane, że się przebierał. 😛 Ta osoba zmieni twoje długie zdanie na krótsze, żeby czytelnikowi lepiej się czytało. Doda podtytuł, który poprawi czytelność tekstu. Podmieni niefortunnie użyte słowo.

korekta tekstu

W czym pomoże redaktor?

Gdy piszemy książkę często nie myślimy o tym, co i jak wygląda dla czytelnika. Przelewamy nasze myśli na papier i kompletnie nie zastanawiamy się, jak to będzie odbierane. Miałam taką sytuację z moją Panią redaktor, która sprawdzała moją najnowszą książkę. Użyłam dość niefortunnego sformułowania – mówiłam o baby blues i depresji poporodowej wskazując, że dobrze by było, gdyby zmęczona mama, zamiast iść do pracy, mogła wyjść do ludzi. Pani redaktor zagrzmiała: a czy według Pani wychowywanie dzieci to nie praca? 😛 A ja kompletnie zapomniałam, że coś takiego mogłam napisać, nie wspominając o zastanawianiu się jaki to ma wydźwięk dla czytelnika. Redaktor jest m.in. od tego, żeby tego typu błędy wam wskazać i naprowadzić. Dlatego jego rola w procesie wydawniczym jest taka ważna – kiedyś współpracowałam z wydawnictwem, które szczędziło na redaktorach i puściło książkę z błędem logicznym. Trafił mnie szlag, ale przynajmniej teraz już wiem z kim nie współpracować. Nie przejmujcie się, że redaktor wyślę wam wasz tekst cały na czerwono – wierzcie mi, pisarz wcale nie musi być alfą i omegą gramatyki. od tego są właśnie mili redaktorzy i korektorzy, żeby sprawdzili wasze wypociny. Rzadko kiedy im się zdarzają teksty bez błędów.

Co to jest korekta tekstu?

Korektor to człowiek, który wyłapie wam błędy językowe w waszym tekście. Zwróci uwagę na błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Poprawi błędy leksykalne i fleksyjne, na które nie zwracamy w ogóle uwagi. Kiedyś nanosiło się specjalne znaki korektorskie na tekst. Dzisiaj niemalże wszystko korektor robi w Wordzie przy pomocy narzędzia ,,Śledzenie zmian”.

Korektor jest tak samo ważny jak redaktor. Badania udowadniają, że jesteśmy tragiczni w interpunkcji ( ja jestem tego żywym przykładem). Bez korektora twoje dzieło będzie jednym, wielkim, interpunkcyjnym błędem. Kiedy korektor skończy swoją pracę przesyła ci plik z poprawionym tekstem. Zmiany, które wprowadził ty możesz zaakceptować albo nie.

Czy mogę nie zgodzić się na jakieś zmiany jeśli mi nie odpowiadają?

Pewno, że możesz. Jeśli np. jesteś po polonistyce i uważasz, że pani korektor czy pan redaktor tutaj nie mają racji, to mówisz im o tym i po sprawie. Oni mają za zadanie wskazać ci twoje błędy i to wszystko, co według nich należałoby poprawić lub ulepszyć. Ty nie musisz się na wszystko zgadzać.

Publikuję sam – co wybrać? Korektę czy redakcję?

Zarówno korekta jak i redakcja tekstu nie jest tanią sprawą. Ale nie radziłabym na niej oszczędzać. Jeśli preferujesz selfpublishing i wydawnictwo nie zapewnia ci korekty czy redakcji, to zrób ją sam, we własnym zakresie. Zapewniam cię, że twoja powieść na tym skorzysta i będzie dużo przyjemniejsza w odbiorze dla czytelnika. A przecież o to właśnie nam chodzi – żeby zadowolić czytelników. 🙂

Umowa z wydawcą. Jak się do tego zabrać?

Negocjacje z wydawcą niekiedy przypominają stare pole minowe. Nigdy nie wiesz kiedy jakaś mina ci oderwie nogę i jak stąpać, by cię nie rozszarpało na kawałeczki. Co wydawnictwo, to obyczaj i inne zasady. Nikt tak jak pisarz nie wie jak bardzo można się przejechać na drobnym druczku, schowanym gdzieś tam w odmętach tekstu umowy wydawniczej. Jak zatem stąpać po tym wydawniczym polu minowym? Jak nie dać się oskubać i taktownie przedstawiać swoje racje? Jak powinna wyglądać odpowiednia umowa z wydawcą?

Prawnik nie zaszkodzi

Powiem wam tak – przy swojej pierwszej umowie wydawniczej nie skorzystałam z prawnika. I okazało się, że nie popełniłam błędu, bo wydawnictwo podeszło do sprawy uczciwie i potraktowało mnie naprawdę bardzo w porządku, mimo że wiedzieli, że jestem debiutantką. Wiele z wydawnictw nie zachowuje się tak bardzo w porządku, o czym nasłuchałam się od innych znajomych, którzy wydawali książki po raz pierwszy. W każdym razie, jeśli macie kogoś, kto zna się na prawie autorskim albo kogoś, kto na wydawaniu książek zjadł zęby, to walcie do niego śmiało. Może to być prawnik, który specjalizuje się w prawie autorskim albo ktoś, kto pracuje w innym wydawnictwie i zna się na negocjacjach z autorami. Możecie także poradzić się innego pisarza jeśli go znacie. W przypadku wydawania pierwszej książki wszystkie chwyty są dozwolone i nawet wskazane. Lepiej zadać o jedno pytanie za dużo niż potem ponosić konsekwencje swoich pomyłek. Umowa z wydawcą jak każda inna może być pełna kruczków prawnych, o których wcześniej wam się nie śniło. Żadne wydawnictwo nie będzie robić wam problemu, jeśli powiecie, że chcielibyście przedyskutować umowę z prawnikiem. Powinni pokiwać główkami ze zrozumieniem i poczekać. To naturalne, że człowiek chce dokładnie wiedzieć co podpisuje. Niestety, często debiutant jest tak zaaferowany tym, że wydaje swoją pierwsza, wymarzoną książkę ( którą już pewnie widzi na półkach w Empiku ;)), że nie zwraca uwagi na takie detale jak poszczególne elementy umowy.

umowa z wydawcą

Prawo majątkowe i jego przeniesienie – o co tu chodzi?

W umowie powinny być zawarte klauzule dotyczące tego, w jaki sposób i kto może dysponować utworem. Jeśli to wydawnictwo ponosi koszty wydania naszej książki to najczęściej autor podpisuje umowę o przeniesienie praw majątkowych do utworu. Co to znaczy? Ano znaczy to tyle, że od tego momentu to wydawnictwo decyduje o wszystkim – ile książka będzie kosztowała, w jakich sklepach się pojawi, jaka będzie promocja i ile będzie wynosił tantiem autora za każdy sprzedany egzemplarz. Autor ma niewiele do powiedzenia w tych aspektach. Autor nadal korzysta z praw osobistych do utworu, ponieważ są one niezbywalne, jednakże tylko osoba, która posiada prawa majątkowe do utworu kontroluje jego wykorzystanie. Szczerze mówiąc, to tylko groźnie brzmi. Autor mimo to nadal ma dużo do powiedzenia przy wyborze okładki, akceptuje redakcję i korektę oraz może stosować samodzielną promocję książki. Nie jest więc tak, że kompletnie nie mamy wpływu na to, co i jak będzie się działo z naszą książką. Powiedzmy sobie szczerze – wydawnictwu zależy żeby książkę sprzedać, ponieważ wyłożyło kupę kasy na jej wydanie. Nie bójmy się więc, że celowo zrobi wszystko, żeby się nie sprzedała. Umowa z wydawcą powinna te aspekty odpowiednio doprecyzować.

Kasa musi się zgadzać

Nie zapominajmy o najważniejszym – o twoim honorarium! To jeden z najważniejszych punktów umowy wydawniczej. Jeśli go nie ma – umowa z wydawcą jest niepełna i  trzeba to jak najszybciej naprawić i nie dawać się zbyć głupimi tekstami o tym, że ,,załatwimy to w aneksach”. Żadnych aneksów. Ja co prawda nigdy nie usłyszałam takiej bzdury ale mówiła mi o czymś takim znajoma pisarka. W każdej umowie wydawniczej musi być wspomniane o:

  • wysokości honorarium za każdą sprzedaną książkę papierową, ebooka i audiobooka
  • warunkach płatności
  • terminach płatności
  • sposobie obliczania wynagrodzenia

Powyższe aspekty są bardzo istotne. Pamiętaj – nie zapominaj o nich. Tu chodzi przecież o twoje pieniądze za ciężko wykonaną pracę.

Jak negocjować stawkę?

Powiem szczerze i z ręką na sercu. Miałam szczęście w życiu i nigdy jeszcze nie musiałam negocjować. Po prostu stawki, które proponowało mi moje wydawnictwo wydawały mi się rozsądne i satysfakcjonujące. Wiem jednak, że to bardzo drażliwy temat w środowisku. Pamiętaj – wydawanie książek to biznes jak każdy inny. Wydawca chce na tym zarobić jak najwięcej pieniędzy. Nie znaczy to, że masz się kajać i pokornie przyjmować wszystko co ci dają. Masz prawo do negocjacji – zawsze. Jak wydawca do tego podejdzie? Cóż, wszystko zależy od wydawcy. Nigdy nie jest tak, że wszyscy autorzy jak jeden mąż zgadzają się na dane stawki. ja się zgodziłam ,ale dla innego autora takie same stawki będą śmieszne. Każdy z nas jest innym człowiekiem i ma inne priorytety i wymagania. Wydawnictwo nie ma prawa być zdziwione, że ktoś zechciał sobie negocjować. Pamiętaj jednak żeby nie przesadzać i nie przeciągać negocjacji w nieskończoność. Ustal sobie jasny cel, wytypuj wszystkie zmiany w umowie, które chciałbyś zrealizować i zastanów się, które są najważniejsze. Może tak się zdarzyć, że nie uda ci się wywalczyć wszystkiego, ale zawsze coś uszczkniesz. Chodzi o kompromis. Jest takie powiedzenie – kompromis jest wtedy gdy obie strony są odrobinę niezadowolone. I do tego dążymy. 🙂

Jeśli masz jeszcze jakieś pytania dotyczące umowy wydawniczej to zapraszam do zadawania pytań w komentarzach! 🙂 Będzie mi też bardzo miło jeśli docenisz mojego bloga – zostaw po sobie jakiś ślad – możesz skomentować ten post, polubić bloga i fanpage na facebooku lub udostępnić ten wpis. 🙂

Jak szukać wydawcy, czyli o początku drogi pisarza.

Cierpliwość Jest kluczowa w poszukiwaniach wydawcy

To pytanie zadajecie mi bardzo często, w różnych konfiguracjach. raz to nawet usłyszałam, że nie wiadomo jak ja to robię skoro na polskim rynku trudno wydać książkę, a ja wydałam, nawet nie raz. Powiem krótko: da się. Ale nic od razu i natychmiast. Mój maż powinien się teraz zaśmiać w duchu bo ja nie słynę z cierpliwości. Ale prawda jest taka, że jeśli chcemy, by naszą książkę ktoś wydał, musimy być cierpliwi jak sam Archanioł Gabriel i inni Wszyscy Święci razem wzięci. Smutne, ale prawdziwe.

szukać wydawcy

Jak szukać wydawcy?

Nie chciałam jednak pisać dzisiaj o tym jak ciężka jest dola początkującego pisarza, który wyrabia sobie markę. Chciałam wam pokrótce opowiedzieć o tym, w jaki sposób szukać wydawcy, który zainteresuje się waszą powieścią.

Już słyszę jak mi ludzie mówią: Aśka, co ty robisz, zdradzasz takie tajemnice zawodowe. Za każdym razem, kiedy to słyszę, a zdarza mi się od czasu do czasu, to chce mi się śmiać. Tutaj nie ma żadnej tajemnicy. Przez ten etap przechodzi, metodą prób i błędów, każdy pisarz. Samo szukanie wydawcy powinno zależeć przede wszystkim od tego, jaki gatunek literacki stworzyliśmy. Nie wszystkie wydawnictwa wydają wiersze, nie każde lubuje się w kryminałach. Są takie, które specjalizują się głównie w literaturze kobiecej oraz takie, które wydają jedynie fantastykę.

Ilość nie znaczy jakość

Grunt to szukać w odpowiednim miejscu. Szkoda czasu na wysyłanie powieści obyczajowej, osadzonej w czasach współczesnych do wydawnictwa, które tego typu literaturą się nie zajmuje i nie wydaje. Ilość nie przełoży nam się na jakość. Znam ja takich ludzi, którzy potrafili wysłać swój maszynopis do naprawdę wielu miejsc, kompletnie nie biorąc pod uwagę profilu wydawniczego wydawnictwa. To strzał w kolano moi drodzy.

I po raz kolejny cierpliwość i spokój

Przypuśćmy, że udało wam się wyselekcjonować kilka czy tam kilkanaście wydawnictw. Wysłaliście maszynopis. I co teraz? Ano czekacie. I to nie tydzień, moi drodzy. Nawet nie dwa czy trzy. Na odpowiedź z wydawnictwa czeka się miesiącami. Zdarzają się takie co odpowiadają szybko – do 1 miesiąca. Inne do 3 miesięcy. Niektóre przypominają sobie o was po 6 miesiącach. Jeszcze inne nie odpisują wcale i jest ich całkiem sporo. Niestety, taka dola pisarza. Z tego co słyszałam Andrzej Pilipiuk czekał latami zanim go wydali po raz pierwszy. Katarzyna Bonda także nie wydała swojej pierwszej książki po miesiącu.

Wymagania wydawnictw

Przy wysyłaniu maszynopisu warto zwrócić uwagę na wymagania danego wydawnictwa. Niektóre z nich zastrzegają sobie, że jeśli to, co im przesłaliście nie będzie spełniać tych wymagań, to nie zostanie w ogóle rozpatrzone. Radzę im uwierzyć – nie żartują, gdy tak mówią. Wielu ludzi chce wydać własną książkę – nie będą tracić czasu na osoby, które nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Jeśli więc wydawnictwo mówi, że macie im wysłać streszczenie powieści mające tyle i tyle znaków oraz całość książki, to to zróbcie. 🙂 Wiem, to jest upierdliwe. Ale w tym biznesie nie ma miejsca na leniwych ludzi. Jakie mogą być wymagania? Często wydawcy wymagają: streszczenia powieści, orientacyjnego spisu treści, krótkiego przedstawienia powieści w kilku zdaniach, zareklamowania swojej powieści w kilku zdaniach, wysłanie powieści w kilku formatach. Wymagań jest wiele, ja przytoczyłam te najpopularniejsze.

To jak? Wysłaliście już swój maszynopis? 😉