Zaskoczenie roku – ,,Obsesja” K. B. Miszczuk

Gdzieś kiedyś usłyszałam, że w każdym z nas tkwi jakaś obsesja. Ja mam np. taką, że często oceniam książkę na podstawie okładki albo kilkunastu pierwszych stron. Wiem, że tak nie powinnam, ale tak robię. Powieści tej autorki lubię, natomiast zawsze drażniły mnie u niej infantylne główne bohaterki, dlatego do tej książki podeszłam z dużą rezerwą. Czy słusznie?

Obsesja na oddziale psychiatrycznym

Pierwsze podejście do powieści K. Miszczuk nie zaliczam do udanych. Przeczytałam 20 stron książki i miałam ochotę wyrzucić ją przez okno. Początek absolutnie nie zachęca, więcej, czytelnik ma wrażenie, że znowu trafiła mu się infantylna kobieta, która ma nie po kolei w głowie. Niby powinna być lekarzem, a wysławia się jak nastolatka. Jej problemy także są na mniej więcej podobnym poziomie.

Obsesja

Całe szczęście bardzo szybko okazuje się, że to tylko niezbyt udane pierwsze wrażenie. Powieść broni się fajnym, nienachalnym humorem – jakby nie było, przez większość książki znajdujemy się na oddziale psychiatrii, gdzie zobaczymy pełno niestandardowych przypadków medycznych. Niektóre sytuacje z pacjentami były naprawdę zabawne. Fabuła, po początkowej stagnacji, rusza z kopyta i dzieje się, oj dzieje. Muszę przyznać, że warto było przemęczyć te początkowe 20 stron, żeby poczuć się tak mile zaskoczoną dalszym ciągiem ,,Obsesji”.

NIEBANALNOŚĆ i Brak przewidywalności

Niebanalność i brak przewidywalności to dwie cechy, których zawsze szukam w książkach tego gatunku. Do końca nie udało mi się okryć, kim jest morderca, przeżyłam dość mocne zaskoczenie. Bardzo podobali mi się bohaterowie, nawet Joanna, która na początku wydawała mi się dziecinna, okazała się całkiem fajnym, uczciwym i pełnym empatii człowiekiem. Męscy bohaterowie zdecydowanie na plus – każdy z nich jest inny, wyrazisty i intrygujący. Każdy z bohaterów jest przedstawiony w bardzo ciekawy, niebanalny sposób.

Podsumowanie

Fabuła powieści bardzo wciąga, mimo że początek książki nie należy do najlepszych. Bohaterowie bronią niedostatki ,,Obsesji”, ponieważ są bardzo dobrze dopracowani i chcąc nie chcąc, zapadają czytelnikowi w pamięć i chce się śledzić ich dalsze poczynania. Bardzo się ciesze, że to 1 tom, mam nadzieję, że drugi będzie tak samo dobry, jeśli nie lepszy.

Nasza wiara jest żywa, ponieważ chadza ręka w rękę ze zwątpieniem. Gdyby była tylko pewność, a nie byłoby zwątpienia, to nie byłoby tajemnicy, a zatem nie byłoby potrzeby wiary.

Bardzo lubię czytać książki o instytucji Kościoła. Sama nie jestem wybitnie wierząca, mam trochę inne poglądy na to, jak wiara i sama religia powinna wyglądać, natomiast thrillery czy powieści oparte na faktach, powiązane z tym tematem, zawsze mnie fascynowały. Nie wiedziałam, że znany mi już wcześniej Robert Harris, brytyjski pisarz i autor kilku bestsellerów, pokusił się o zajrzenie wgłąb zgromadzenia kardynałów, zwoływanego po śmierci papieża. Gatunek i tematyka powieści to dwie rzeczy, które mnie w tej książce najbardziej zafascynowały. Czy było warto po nią sięgać?

R.Harris, Konklawe, wyd. Albatros, s. 336

Umiera ukochany przez lud papież, który przez całą swoją posługę propagował ideę Kościoła ubogiego i tolerancyjnego. Zaszczyt i ciężar zorganizowania konklawe przypada dziekanowi kolegium kardynalskiego – kardynałowi Lomeliemu. Gdy siedemnastu kardynałów pojawia się w Watykanie, konklawe można uznać za rozpoczęte. Niestety, zmarły papież postanowił wtrącić się do rozgrywki. Przed śmiercią wyniósł do godności kardynalskiej kardynała Beniteza z Filipin. Zrobił to w tajemnicy przed wszystkimi. I tak oto kardynał pojawia się, chcąc wziąć udział w wyborach nowego papieża. Nikt o nim nic nie wie, poza oficjalnymi notatkami. Nie wiadomo, za kim się opowie. Lomeli usiłuje także dociec, co zaintrygowało zmarłego papieża w tym człowieku. Tymczasem dziekan musi zmierzyć się także z innymi kardynałami, którzy zaczynają skupiać się na całkiem ziemskich intrygach, aby wpłynąć na wynik wyborów. Lomeli stanie przed wieloma trudnymi wyborami, które pokażą mu, czy rzeczywiście jego wiara jest tak słaba, jak sądził.

wiara

to nie wiara jest najważniejsza, ale nasze własne sumienie.

Niewątpliwie mocną stroną tej powieści są bohaterowie wykreowani przez autora. Harris zarzekał się, że zmarły papież nie miał być podobny do obecnego papieża Franciszka, jednakże nie sposób nie doszukać się analogii. Chcąc nie chcąc, czytelnik wyobraża sobie właśnie jego. Lomeli jest również bardzo mocną postacią, zwłaszcza, że zmaga się z wieloma kryzysami moralnymi, które nie do końca pasują do jego funkcji. Są jednak elementem ziemskiego życia i sprawiają, że dziekan staje się bardziej ludzki i o wiele łatwiej go polubić. Ja go w każdym razie bardzo polubiłam. Najbardziej tajemnicza postać – kardynał Benitez – został trochę przeidealizowany, niemniej jednak od samego początku budzi ciekawość nie tylko kolegów kardynałów, ale także ogromne zainteresowanie czytelnika. Przez całą powieść zastanawiałam się, co z tym człowiekiem jest nie tak. Co sprawiło, że papież go wybrał, poza oczywistymi przymiotami charakteru?

KILKA ciekawych faktów na temat wiary, historii Kościoła, procesu konklawe, sumienia i godności kardynałów

Bardzo mocnym punktem tej powieści są fakty, które autor do niej przemyca. Czytelnik dowie się kilku szczegółów – mniej lub bardziej pozytywnych-  na temat byłych papieży ( m.in. Karola Wojtyły) oraz będzie mógł zobaczyć jak wygląda konklawe od środka. ,,Konklawe” jest także powieścią z morałem, który mówi, że wiara bez wątpliwości jest niczym, a najważniejsze jest nasze sumienie i dobre uczynki. Wizerunki siedemnastu kardynałów, którzy przyjechali do Watykanu wybierać nowego papieża doskonale pokazują, że nie wszyscy mogą poszczycić się takimi przymiotami jak czyste sumienie i zwyczajna, ludzka dobroć, choć każdy z nich deklaruje się jako obrońca wiary.

Zakończenie najsłabszym elementem powieści

Zakończenie dosłownie wbiło mnie w fotel i muszę szczerze przyznać, odrobinę zniesmaczyło. Moim zdaniem było zwyczajnie nierealne. Nie będę się rozpisywać, żeby nie spojlerowac nikomu., niemniej jednak bardzo się rozczarowałam, bo po pisarzu pokroju Harrisa nie spodziewałam się czegoś takiego. Gdyby rzucił bombą i rozwalił całe to konklawe nie zaskoczyłby mnie bardziej.

Polecam powieść wszystkim, których interesuje tematyka związana z instytucją Kościoła. Na pewno nie będziecie się nudzić, ponieważ fabuła jest świetnie naszkicowana, bohaterowie warci poświęcenia im uwagi.

Właściwie, to dobre słowo. Taka przykrywka do wszystkiego, czego nie chcemy powiedzieć.

Dawno mnie tutaj nie było, aż wstyd. Niby nie samą pracą człowiek żyje, a jednak trochę tak jest. Gdyby tylko doba dała się rozciągnąć… 🙂 Wracam do was z trochę starszą pozycją, jednakże niezmiernie aktualną.  Niektórzy z was wiedzą, że lubię twórczość Katarzyny Grocholi i to do jej twórczości chciałabym się dzisiaj odnieść.

K. Grochola, Trzepot skrzydeł, wyd. Literackie, s. 168 – krótka historyjka o tym jak przemoc domowa niszczy życie

Muszę przyznać, że tytuł jest niepozorny, podobnie jak rozmiary tej powieści. Tylko 168 stron i aż tyle, chciałoby się powiedzieć. Nie jest to powieść dla wszystkich. Nie jest to powieść przyjemna ani relaksująca. Opowiada o zjawisku które przez wielu jest bagatelizowane w naszym kraju – o przemocy domowej.

przemoc domowa

Historia Hanki, która właściwie miała dobre życie, ALE COŚ NIE WYSZło

Hanka jest właściwie szczęśliwa. Właściwie to ma cudownego męża, dobrą pracę. Właściwie to jest sielanka. To słowo właściwie jest kluczem, który dokładnie opisuje jej życie, które nigdy nie jest naprawdę szczęśliwe. Za drzwiami mieszkania Hania przeżywa koszmar, który codziennie gotuje jej mąż-oprawca.  Powieść przedstawia nam naprawdę dogłębny, psychologiczny obraz ofiary i kata. Dla osób, które interesują się tematem będzie to z pewnością wartościowe studium przypadku, opisujące mechanizm relacji kobiety i mężczyzny, w której jedno z nich jest ofiarą. Idealna dla osób, którym trudno zrozumieć takie relacje.

Największy plus – realizm i niebanalne postacie

Bardzo dużym plusem tej krótkiej powieści jest to, że jak na swoje rozmiary zawiera  sobie dużo dobrej jakości. Mamy rewelacyjną postać Hani, która jest do bólu realistyczna. To mogłaby być każda z nas. To poczucie nie opuszczało mnie od początku książki. To mogłam być ja. Wizerunek męża-oprawcy i to, w jaki sposób zmieniał się na przestrzeni lat także jest godny podziwu. Reakcje przyjaciół głównej bohaterki również bardzo mocno oddają to, z jakim traktowaniem kobiety-ofiary są traktowane w społeczeństwie.

Przemoc domową trzeba nagłaśniać!

Bardzo żałuję, że tak niewiele jest książek, które nagłaśniają problem. Więcej, zdaje mi się, że powstaje wiele powieści, w których przemoc jest na porządku dziennym i nie jest ona niczym złym. Mam nadzieję, że kiedyś ten trend się odwróci i zniknie przyzwolenie na tego typu praktyki. Tymczasem gorąco zachęcam wszystkich do sięgnięcia po jedną ze starszych powieści K. Grocholi.

 

 

 

Nic nie pozbawia nas sił równie skutecznie jak strach – B.A.Paris, Za zamkniętymi drzwiami

Poprzedni weekend spędziłam bardzo aktywnie. Na początku pojechałam na szkolenie z pracy, a potem od razu wstąpiłam do koleżanek mieszkających niedaleko. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że spotkam się z książką, która wywoła u mnie prawdziwą ekstazę czytelniczą. Od bardzo dawna nie przeczytałam książki, która wyzwoliłaby u mnie takie uczucia. A gdy dowiedziałam się, że planują zrobić na jej podstawie film to już wiedziałam – muszę na to pójść, choć czuję w kościach, że mi zepsują książkę. Ale pójdę.

B.A.Paris, Za zamkniętymi drzwiami, wyd. Albatros, s. 304

Grace i Jack tworzą parę idealną. Ona piękna, elegancka, idealna gospodyni, wiecznie zadowolona, wspierająca żona. Jack wzięty prawnik, bezkompromisowy na sali sądowej, dzielnie walczący o prawa molestowanych i bitych kobiet. I szaleńczo zakochany w swojej ślicznej żonie, dla której jest gotów na każde poświęcenie. Czy mógłby istnieć bardziej sielski obrazek? Zdecydowana większość znajomych zazdrości Jackowi i Grace tak udanego małżeństwa. Wydają się strasznie szczęśliwi. Nowa znajoma Grace jako jedyna nie wierzy w tę iluzję i zastanawia się, dlaczego Grace nigdy nie wychodzi z domu sama? Czy idealne małżeństwo może być tylko iluzją?

za zamkniętymi drzwiami

Świetni bohaterowie i wciągająca fabuła

Pierwsze na co zwróciłam uwagę w powieści to to, że wciągnęła mnie od pierwszej strony. Miałam z koleżankami jechać na zakupy i nie pojechałam. Bo czytałam. Uśmiechały się tylko pobłażliwie, bo mnie znają i wiedzą, że jak mnie coś wciągnie to na amen. Więc zostałam sama z książką, a one buszowały po sklepach. Wróciły po trzech godzinach. Ja nadal czytałam. Odłożyłam tylko na chwilę, poszłam do koleżanki do kuchni. Popatrzyłam co ona tam robi i już mnie ciągnęło z powrotem. Co ciekawe, fabuła nie jest jakaś szczególnie nowatorska i innowacyjna. Fakt, to już kiedyś gdzieś było. Nie wiem dlaczego, ale autorka potrafiła to, co już było, zmienić w coś, co przyciąga i nie pozwala odłożyć książki choćby na moment. Więc czytałam. Po godzinie był koniec. I smutek, że to wszystko.

Bohaterowie, zarówno ci pierwszoplanowi jak i drugoplanowi, byli rewelacyjni. Jedyne co bym poprawiła to postać Jacka, o którym tak naprawdę mało wiemy, a jest postacią kluczową dla powieści. Historia Grace jest jednocześnie smutna i fascynująca. Jej losy dobitnie pokazują jak bardzo kobieta, która walczy o swoją rodzinę, może być zdesperowana. Tak naprawdę czyny, do których  jesteśmy zdolni, ukazują się dopiero w sytuacjach ekstremalnych.

Przewidywalne zakończenie jednym z poważniejszych minusów

Zakończenie mnie nie zdziwiło, spodziewałam się go od samego początku. Jest to duży minus, ponieważ w tego typu literaturze wolałabym być zaskoczona. Nie umniejsza to jednak wartości ogólnej powieści – nadal uważam, że jest jedną z lepszych książek, jakie zdarzyło mi się w tym roku przeczytać i polecam każdemu, kto lubi thrillery z dreszczykiem.

Kłamstwo nigdy nie umiera – Już mnie nie oszukasz – Harlan Coben

Nie bez powodu Harlan Coben jest nazywany królem kryminałów. Sławę przyniosła mu powieść pt. ,,Nie mów nikomu” i to właśnie od niej rozpoczęła się jego międzynarodowa kariera. Już mnie nie oszukasz jest jego najnowszym dziełem  – wśród moich znajomych zbiera same pozytywne oceny. Nie jestem wielką fanką twórczości Cobena ale trudno odmówić mu talentu. Lubię kryminały, dlatego gdy mam okazję chętnie sięgam po nowości z tego gatunku. Czy Już mnie nie oszukasz okazało się dobrą rozrywką?

Kłamstwo ma krótkie nogi

Maya Stern nie jest taka jak większość kobiet. Musi być silna, ponieważ właśnie pochowała męża. Po powrocie z misji w Iraku marzy tylko o powrocie do normalnego życia. Gdy zatrudnia  nianie do opieki nad swoją córką postanawia założyć w domu kamerę, aby być pewną, że jej dziecku nic nie grozi. Na początku nie zauważa nic dziwnego i powoli uspokaja swoją nieufność. Wszystko się zmienia gdy pewnego dnia widzi na niej swojego zmarłego męża. Nie może uwierzyć w to, co widziała. Boi się, że traci zmysły. A może to ktoś inny chce, żeby tak myślała?

kłamstwo

 Porywająca fabuła i mało wyraziści bohaterowie

Co do fabuły nie mam zastrzeżeń, porwała mnie od samego początku i tak trzymała przez dwa pełne dni. Bardzo lubię styl Cobena, ma w sobie coś takiego, że ciężko odejść od książki, gdy już się ją zacznie. Niestety, walory powieści przyćmili bohaterowie – kompletnie nijacy. Główna bohaterka jest po prostu nudna. Bohater powinien być jakiś – w tym wypadku równie dobrze ktokolwiek inny mógłby być na jej miejscu – nie zauważyłabym różnicy. Podobny zarzut mogę wystosować w stosunku do innych bohaterów. Nawet czarne charaktery są jakieś takie…mało czarne. Nie do wybaczenia w kryminale. Kolejny minus dotyczy powielania schematów – w niemalże każdej powieści Cobena rozkopujemy brudy rodzinne. Wolałabym przeczytać dla odmiany co innego.

Tylko dla miłośników Cobena

Jestem pewna, że miłośnicy Cobena tak czy siak będą go kochać, nawet mimo tych znacznych niedociągnięć w jego najnowszej powieści. Ja jednak czuję niedosyt, mimo że fabuła naprawdę mnie wciągnęła i książkę przeczytałam bardzo szybko. Bardzo bym chciała w nowej powieści autora zobaczyć o wiele bardziej wyrazistych bohaterów, których albo pokocham, albo znienawidzę. To byłaby naprawdę fajna odmiana.

Ludzie nie chcą poznać prawdy, po prostu wierzą w to, co im się podsuwa – Cela 7 Kerry Drewery

W ostatnim czasem czytałam sporo książek, które mówiły o nowym, innowacyjnym wymiarze sprawiedliwości – takim, w którym każdy z nas ma swój głos i może ocenić, czy dana osoba ma prawo żyć, czy nie. Za każdym razem, gdy czytam takie książki lub oglądam tego typu filmy zastanawia mnie, ile w ludziach jest zła, które uwidacznia się w momencie, gdy mamy możliwość decydowania o życiu drugiego człowieka.

cela 7

 

Cela nr 7 jako miejsce życia lub śmierci – decyduje rozwarstwione społeczeństwo

Kiedy zostaje zamordowany znany celebryta, który do tego był uznawany za najbardziej hojnego, uczciwego i serdecznego człowieka na świecie społeczeństwo głośno wyraża swój sprzeciw. Domaga się egzekucji nastolatki, Marthy Honeydaw, która przyznała się do zabicia mężczyzny. Dziewczyna staje się pożywką dla mediów i zajmuje miejsce w jednej z siedmiu cel śmierci. Ma 7 dni zanim społeczeństwo wyda na nią wyrok. Każdy człowiek w kraju ma możliwość zadecydowania, czy Martha jest winna, czy nie.  Publiczność reality show staje sę jej katem. Sprawa jest emocjonująca – po raz pierwszy w historii kraju w celu śmierci znajduje się dziecko. Czy to Marta pociągnęła za spust? Czy ludzie skażą ją na śmierć?

Smutna historia o poświęceniu, manipulacji i niesprawiedliwości systemu

Nie ma wątpliwości, że Cela 7 jest powieścią smutną – oto mamy nowy wymiar sprawiedliwości, w którym każdy, niezależnie od tego czy zna się na prawie czy nie, może kogoś skazać na śmierć. Nie ma znaczenia, czy są dowody. Nieważne są okoliczności łagodzące. Nie ma sędziów i prawników. Jest tylko cela, oskarżony i publiczność. Ciarki przechodzą, gdy się to czyta. Serio, gdy wyobraziłam sobie taką rzeczywistość, to zwyczajnie odechciało mi się żyć. Dlatego tez, między innymi, fabuła jest ciekawa i wciąga od pierwszej strony. Pokazuje ile w ludziach okrucieństwa i jak bardzo widzowie telewizyjnego show są zmanipulowani i pozbawieni jakichkolwiek uczuć i empatii. Dla nich liczy się rozrywka. Nie patrzą na to, że system jest niesprawiedliwy, że promuje ludzi bogatszych, których stać na to, aby oddać głos wiele razy. To jest nieważne. Show must go on.

powieść wielowątkowa z różną narracją

Cela 7 dotyka wielu wątków i problemów społecznych – opowiada o niesprawiedliwości społecznej, nierównościach społecznych, o miłości, poświęceniu, przyjaźni i odwadze. Pojawiają się także dwa typy narracji : pierwszoosobowa, czyli punkt widzenia Marthy, głównej bohaterki i trzecioosobowa – narracja innych postaci, występujących w książce, chcących pomóc nastolatce. Daje to duże urozmaicenie i pozwoli czytelnikowi na poznanie szerszej perspektywy. Jak dla mnie za to należy się autorce duży plus.

Pokazanie manipulacji za pomocą telewizyjnego show

Czytając Celę 7 miałam momentami wrażenie, że patrzę na dzisiejsze programy, które swoim formatem bardzo przypominają książkowy show pt. ,,Sprawiedliwością jest śmierć”. Prowadzący korzystają z wielu technik manipulacji, aby ogłupić społeczeństwo i wmówić mu, że takie a nie inne działanie jest słuszne. Nie ma szarości – wszystko jest czarno białe. Zapraszają do programu pseudoekspertów, podaje się dane, które z prawdą nie mają nic wspólnego, a dziennikarze zapominają, że nie powinni być w żaden sposób stronniczy. Ta rzeczywistość przypomina mi współczesne czasy – dlatego telewizor w moim domu jest najczęściej nieużywany i podejrzewam, że tak już zostanie.

Moja ocena Celi 7 K. Drewery

To dobra książka – napisana na dobrym poziomie, poruszające ważne tematy. Jeśli chodzi o fabułę, to powinna zainteresować zarówno młodszych czytelników, jak i tych nieco starszych. Nie mam się za bardzo do czego przyczepić, co mnie cieszy, ponieważ ostatnio nie miałam zbyt wielu okazji do wypowiedzenia takiego zdania. Z czystym sumieniem mogę ją polecić.

Dlaczego mam gdzieś statystyki czytelnictwa w Polsce?

Po Internecie fruwa sobie obrazek, z którego wynika, że ponad 60 % ludzi w Polsce nie kupiło ani jednej książki w zeszłym roku. Zatrważające statystyki czytelnictwa – gdyby to była prawda. A moim zdaniem nie jest. Dlaczego tak uważam?

statystyki czytelnictwa

 

STATYSTYKI CZYTELNICTWA SĄ PRZEKŁAMANE

Nie wiadomo na jakiej próbie zostały przeprowadzone badania, nie wiadomo kogo badano, gdzie badano, ile osób oraz jakie zadano im pytania. Jestem socjologiem z zawodu, więc trochę się na tym znam. Sama czytam ok. 60 książek rocznie i kupuje podobnie. Nie brałam udziału w żadnym ogólnopolskim badaniu, w którym zapytano by mnie czy mojego męża              ( który czyta ok. 10 książek rocznie) ile książek zakupiliśmy w zeszłym roku. Oczywiste jest to, że nie da się przebadać wszystkich. Ale zrobienie badań, które jednocześnie można by przełożyć na wszystkich Polaków jest mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę problem czytelnictwa. Nie mówię, że nie da się go zrobić. Da się. Potrzebna jest odpowiednia próba, dokładnie wydzielony obszar badań i przemyślany kwestionariusz oraz wielu ankieterów, którzy będą docierać do grupy badawczej. Jestem bardzo ciekawa w jaki sposób Biblioteka Narodowa przeprowadziła to badanie, żeby było reprezentacyjne. Dla osób, które nie wiedzą – badanie jest reprezentacyjne wtedy, gdy odpowiednio dobierzemy próbę badawczą – wtedy badania służą charakterystyce badanej zbiorowości. A te, które przeprowadziła Biblioteka Narodowa moim zdaniem służą wywołaniu sensacji.

Zbiorowe uogólnienie, a nie badanie czytelnictwa

Bardzo nie lubię, gdy się mnie okłamuje i próbuje w jakikolwiek sposób manipulować danymi. Oprócz tego badania po Internecie fruwa wiele innych badań, które alarmują, że ponad połowa Polaków nie przeczytała w zeszłym roku ani jednej książki. Tragedia! I co teraz będzie?! Jak ratować to biedne, ledwo zipiące czytelnictwo, skoro nikt nie czyta? Powiem wam coś. Codziennie jeżdżę do pracy, jak wielu z was. Widzę w tramwaju, codziennie, minimum jedną osobę czytającą – nieważne czy ma w ręku czytnik, czy książkę papierową. Nieważne co czyta. Ważne, że to robi. Jestem administratorem grupy Zaczytani na facebooku, która za chwilę przekroczy 6000 członków, którzy dzień w dzień udowadniają, że czytają i to więcej niż jedną książkę dziennie. Więc może zamiast powoływać się na idiotyczne badania i bić na alarm wziąć do reki książkę i po prostu poczytać? 😉

Do sądu przychodzi się po wyrok, a nie po sprawiedliwość – Behawiorysta – Remigiusz Mróz

Po przeczytaniu ,,Wotum nieufności” uznałam, że czas zmierzyć się z Behawiorystą, o którym słyszałam wiele skrajnych opinii. Jedni mówili, że słabo, że sceny z dziećmi są oburzające, że nie dla ludzi o słabych nerwach. Jeszcze inni wskazywali na przekombinowanie w wątkach, przydługą fabułę i zbytnie fantazjowanie. Znaleźli się także tacy, którzy uważali, że ta część jest zupełnie inna niż wszystkie inne, a przez to wyjątkowa i napisana po mistrzowsku. A co sądzę ja na temat Behawiorysty?

Gdy ludzie sami chcą wymierzać sprawiedliwość…

Gerard Edling, były prokurator, został wydalony dyscyplinarnie ze służby już jakiś czas temu. Tym bardziej nie sądził, że pewnego dnia odbierze telefon od byłej podopiecznej z prośbą o pomoc. Zamachowiec zabarykadował się w przedszkolu – porwał dzieci i wychowawców. Jednocześnie nie wiadomo co chce osiągnąć – jak do tej pory nie przedstawił żadnych żądań. Zdziwienie budzi to, że transmituje całe porwanie w internecie. Edling, jako specjalista od komunikacji niewerbalnej próbuje dociec o co tak naprawdę chodzi porywaczowi. Kiedy mężczyzna odsłania wszystkie karty jest już za późno – od tej chwili każdy, kto obserwuje transmisje w internecie może być sędzią i katem jednocześnie.

behawiorysta

behawiorysta to książka inne niż wszystkie

Remigiusz Mróz ma talent, który pewnie budzi zazdrość wielu pisarzy w środowisku – umie wciągnąć czytelnika w nawet najbardziej brutalny i bezwzględny świat w taki sposób, że ten nie będzie chciał go opuścić ani na minutę. Behawiorysta jest książką dla mnie wyjątkową, ponieważ opowiada o bardzo ważnych rzeczach  – o tym, jakie zło drzemie w nas samych i co się stanie, jeśli źli ludzie dostaną odrobinę więcej władzy niż zazwyczaj. Na co dzień nie zastanawiamy się nad tym, ile w nas samych jest złości, zawiści, zazdrości i innych złych uczuć. Ta powieść niejako zmusza czytelnika do zastanowienia na ten temat.

Fabuła dość przewidywalna a bohaterowie nieudolni

Tutaj niestety się zawiodłam. Po Wotum nieufności, w którym było pełno zwrotów akcji i nieoczekiwanych wydarzeń oczekiwałam, że w Behawioryście również tak będzie. Otóż nie. Powieść jest dość przewidywalna. Co więcej, bohaterowie kompletnie mi nie podeszli. Niekompetencja i bezradność organów ścigania jest tak porażająca, że to aż boli. Modlę się, żeby mnie nigdy nie porwano, bo jeśli tak jest naprawdę, to ten porywacz mnie zdąży dziesięć razy zabić zanim oni mnie znajdą. Ani prokurator Beata ani ekscentryczny Edling nie zdobyli mojej sympatii. Wydawali mi się sztuczni – zwłaszcza nasz behawiorysta.

Mógł być dobry thriller psychologiczny – wyszedł słaby kryminał

Jedynym plasem Behawiorysty jest to, że rzeczywiście wciąga. Fabuła jest pełna niedociągnięć, jednakże nie przeszkadza to w dobrym odbiorze książki. Spodziewałam się jednak po tej powieści czegoś więcej. Najbardziej mi chyba przeszkadzało, że jest przewidywalna. Sama kreacja bohaterów również mi się nie spodobała i mim nadzieję, że w innych powieściach takich błędów już nie będzie.

„Ludzka to rzecz trudzić się, nie boska.” – ,,Krzyżowiec” Grzegorza Wielgusa

Nie mam dobrych doświadczeń z wydawnictwem Novae Res, ale wychodzę z założenia, że każdemu szansę trzeba dać, a debiutantów wspierać trzeba. Tematyka powieści także mnie zainteresowała – wyprawy krzyżowe to temat, który jest mi dość dobrze znany, nie tylko z lekcji historii. Do dnia dzisiejszego historie o Krzyżowcach rozbudzają wyobraźnie wielu czytelników, w tym i moją.

Krzyżowiec

POWIEŚĆ NIETYPOWA i nie dla każdego

Krzyżowiec to powieść wyjątkowa – opowiada o rycerzu, który umarł w bitwie i teraz szuka odkupienia na ziemi. Wyrusza z klasztoru w kierunku Jerozolimy, aby właśnie tam odnaleźć spokój duszy. Tytułowy Krzyżowiec, oprócz tego, że jest martwy, przeklęty i cały poparzony to dodatkowo … nie mówi. Tak, dobrze czytacie. Jest całkowicie niemy. Po drodze do Jerozolimy będzie musiał zmierzyć się z samym sobą i swoją krwiożerczą naturą, napotka wiele przeciwności, które mają umocnić jego mroczną duszę. Czy jego grzechy zostaną odkupione? Czy uda mu się wytrwać?

Niemy bohater pierwszoplanowy

Książka, w której główny bohater jest niemy – hmm, brzmi dość ekscentrycznie, żeby nie powiedzieć, że jest to koncepcja szalona. W dzisiejszych czasach królują powieści z dosłownie przepełnione rozbudowanymi dialogami. W powieści Grzegorza Wielgusa nie ma ich za wiele, co nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu. Autor jednak nadrabia wszystko barwnymi opisami, które dokładnie odzwierciedlają drogę Krzyżowca.

Niewątpliwie jest to odmiana – czytać powieść, która w niczym nie przypomina powieści historycznych, które czytałam do tej pory. Mamy tutaj bardzo mało dialogów i dużo opisów. Powiem od razu – to nie jest łatwa książka. Na początku miałam spore problemy, aby przystosować się do tego typu konwencji. Ale było warto.

Trochę fantastyki, odrobinę horroru i szczypta historii

Krzyżowiec łączy w sobie wiele  gatunków literackich – pojawiają złe moce, tajemnicze istoty i mordercze pojedynki. Mamy tutaj domieszkę fantastyki, trochę klimatu horroru oraz odrobinę historii, która tylko dodajemy powieści smaku. Grzegorz Wielgus ma dar, który mają nieliczni autorzy – trzeba mieć naprawdę talent, żeby stworzyć ciekawą książkę, podczas gdy główny bohater nic nie mówi. Autor wiedział doskonale, że skoro jego bohater nie mówi, to jego rolą będzie porwać czytelnika czymś innym. I to właśnie robi – pokazuje nam miejsca i wydarzenia w taki sposób, że mamy wrażenie, że bierzemy w nich udział.

Książka trudna, ale warta przeczytania

Krzyżowiec nie jest typową powieścią i jestem przekonana, że wielu mała ilość dialogów zniechęci do dalszego czytania. Osobiście jednak uważam, że warto trochę się pomęczyć, aby odkryć prawdziwą urodę tej powieści i delektować się iście mistrzowskimi, jak na debiutanta, opisami wydarzeń.

Książka już w sprzedaży!

Wiem, pewnie macie mnie dosyć, ale radość i energia mnie rozpiera. 🙂 Od kilku dni w sprzedaży jest moja nowa książka. Temat co prawda trudny, ale uważam, że potrzebny. Coraz więcej ludzi choruje na depresję, a literatury na ten temat nie przybywa. Dlatego z wielką chęcią chce wam przedstawić moje dzieło:

depresja-niewidzialny wróg joanna jankiewicz

Słów kilka o książce

W tym poradniku przedstawiam najważniejsze rodzaje depresji, wskazuje najczęściej spotykane objawy oraz omawiam takie zagadnienia jak nerwica natręctw, depresja anankastyczna, depresja poporodowa, baby blues i psychoza poporodowa. Mówię o tym, że należy zwracać także baczną uwagę nie tylko na osoby chore, ale także na osoby im bliskie, ponieważ najczęściej to właśnie one noszą trudny do zniesienia ciężar jakim jest życie z osobą chorą. W tym poradniku przedstawiam także rożne metody leczenia depresji, odczarowuje mit złego lekarza psychiatry i uzależniających leków, które są bardzo źle postrzegane, często bezzasadnie.

Wydawnictwo Złote Myśli

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Złote Myśli i z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do jej wydania, a w szczególności pani Aleksandrze, która niczym dobry duszek znosiła moje zniecierpliwienie. Nie jest to moja pierwsza i ostrzegam, że nie ostatnia książka tego wydawnictwa, także mam nadzieję, że przy kolejnej również trafię na Panią. 🙂

Depresja – niewidzialny wróg

Mam wielką nadzieję, że dla każdego czytelnika ta pozycja przyniesie coś wartościowego. Po to właśnie ją tworzyłam – żeby pomagać osobom chorym i ich bliskim w zrozumieniu tej choroby. Bo to właśnie w zrozumieniu leży klucz do jej pokonania. Znam wiele osób, którym udało się wygrać z depresją. Jestem pewna, że każdy z moich czytelników ma tą siłę w sobie i może sobie pomóc. Najważniejsza jest jednak wizyta u dobrego specjalisty, bez tego się nie obejdzie. Od wielu lat słyszę, że nie ma w Polsce dobrych lekarzy psychiatrów. Są, tylko trzeba szukać, aż się znajdzie. Wiem, że to trudne, ale jeśli znajdziemy odpowiedniego człowieka to okaże się, że jesteśmy o krok bliżej od wyzdrowienia.  Czego życzę wszystkim osobom, które zmagają się z depresją.