Ludzie nie chcą poznać prawdy, po prostu wierzą w to, co im się podsuwa – Cela 7 Kerry Drewery

W ostatnim czasem czytałam sporo książek, które mówiły o nowym, innowacyjnym wymiarze sprawiedliwości – takim, w którym każdy z nas ma swój głos i może ocenić, czy dana osoba ma prawo żyć, czy nie. Za każdym razem, gdy czytam takie książki lub oglądam tego typu filmy zastanawia mnie, ile w ludziach jest zła, które uwidacznia się w momencie, gdy mamy możliwość decydowania o życiu drugiego człowieka.

cela 7

 

Cela nr 7 jako miejsce życia lub śmierci – decyduje rozwarstwione społeczeństwo

Kiedy zostaje zamordowany znany celebryta, który do tego był uznawany za najbardziej hojnego, uczciwego i serdecznego człowieka na świecie społeczeństwo głośno wyraża swój sprzeciw. Domaga się egzekucji nastolatki, Marthy Honeydaw, która przyznała się do zabicia mężczyzny. Dziewczyna staje się pożywką dla mediów i zajmuje miejsce w jednej z siedmiu cel śmierci. Ma 7 dni zanim społeczeństwo wyda na nią wyrok. Każdy człowiek w kraju ma możliwość zadecydowania, czy Martha jest winna, czy nie.  Publiczność reality show staje sę jej katem. Sprawa jest emocjonująca – po raz pierwszy w historii kraju w celu śmierci znajduje się dziecko. Czy to Marta pociągnęła za spust? Czy ludzie skażą ją na śmierć?

Smutna historia o poświęceniu, manipulacji i niesprawiedliwości systemu

Nie ma wątpliwości, że Cela 7 jest powieścią smutną – oto mamy nowy wymiar sprawiedliwości, w którym każdy, niezależnie od tego czy zna się na prawie czy nie, może kogoś skazać na śmierć. Nie ma znaczenia, czy są dowody. Nieważne są okoliczności łagodzące. Nie ma sędziów i prawników. Jest tylko cela, oskarżony i publiczność. Ciarki przechodzą, gdy się to czyta. Serio, gdy wyobraziłam sobie taką rzeczywistość, to zwyczajnie odechciało mi się żyć. Dlatego tez, między innymi, fabuła jest ciekawa i wciąga od pierwszej strony. Pokazuje ile w ludziach okrucieństwa i jak bardzo widzowie telewizyjnego show są zmanipulowani i pozbawieni jakichkolwiek uczuć i empatii. Dla nich liczy się rozrywka. Nie patrzą na to, że system jest niesprawiedliwy, że promuje ludzi bogatszych, których stać na to, aby oddać głos wiele razy. To jest nieważne. Show must go on.

powieść wielowątkowa z różną narracją

Cela 7 dotyka wielu wątków i problemów społecznych – opowiada o niesprawiedliwości społecznej, nierównościach społecznych, o miłości, poświęceniu, przyjaźni i odwadze. Pojawiają się także dwa typy narracji : pierwszoosobowa, czyli punkt widzenia Marthy, głównej bohaterki i trzecioosobowa – narracja innych postaci, występujących w książce, chcących pomóc nastolatce. Daje to duże urozmaicenie i pozwoli czytelnikowi na poznanie szerszej perspektywy. Jak dla mnie za to należy się autorce duży plus.

Pokazanie manipulacji za pomocą telewizyjnego show

Czytając Celę 7 miałam momentami wrażenie, że patrzę na dzisiejsze programy, które swoim formatem bardzo przypominają książkowy show pt. ,,Sprawiedliwością jest śmierć”. Prowadzący korzystają z wielu technik manipulacji, aby ogłupić społeczeństwo i wmówić mu, że takie a nie inne działanie jest słuszne. Nie ma szarości – wszystko jest czarno białe. Zapraszają do programu pseudoekspertów, podaje się dane, które z prawdą nie mają nic wspólnego, a dziennikarze zapominają, że nie powinni być w żaden sposób stronniczy. Ta rzeczywistość przypomina mi współczesne czasy – dlatego telewizor w moim domu jest najczęściej nieużywany i podejrzewam, że tak już zostanie.

Moja ocena Celi 7 K. Drewery

To dobra książka – napisana na dobrym poziomie, poruszające ważne tematy. Jeśli chodzi o fabułę, to powinna zainteresować zarówno młodszych czytelników, jak i tych nieco starszych. Nie mam się za bardzo do czego przyczepić, co mnie cieszy, ponieważ ostatnio nie miałam zbyt wielu okazji do wypowiedzenia takiego zdania. Z czystym sumieniem mogę ją polecić.

Dlaczego mam gdzieś statystyki czytelnictwa w Polsce?

Po Internecie fruwa sobie obrazek, z którego wynika, że ponad 60 % ludzi w Polsce nie kupiło ani jednej książki w zeszłym roku. Zatrważające statystyki czytelnictwa – gdyby to była prawda. A moim zdaniem nie jest. Dlaczego tak uważam?

statystyki czytelnictwa

 

STATYSTYKI CZYTELNICTWA SĄ PRZEKŁAMANE

Nie wiadomo na jakiej próbie zostały przeprowadzone badania, nie wiadomo kogo badano, gdzie badano, ile osób oraz jakie zadano im pytania. Jestem socjologiem z zawodu, więc trochę się na tym znam. Sama czytam ok. 60 książek rocznie i kupuje podobnie. Nie brałam udziału w żadnym ogólnopolskim badaniu, w którym zapytano by mnie czy mojego męża              ( który czyta ok. 10 książek rocznie) ile książek zakupiliśmy w zeszłym roku. Oczywiste jest to, że nie da się przebadać wszystkich. Ale zrobienie badań, które jednocześnie można by przełożyć na wszystkich Polaków jest mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę problem czytelnictwa. Nie mówię, że nie da się go zrobić. Da się. Potrzebna jest odpowiednia próba, dokładnie wydzielony obszar badań i przemyślany kwestionariusz oraz wielu ankieterów, którzy będą docierać do grupy badawczej. Jestem bardzo ciekawa w jaki sposób Biblioteka Narodowa przeprowadziła to badanie, żeby było reprezentacyjne. Dla osób, które nie wiedzą – badanie jest reprezentacyjne wtedy, gdy odpowiednio dobierzemy próbę badawczą – wtedy badania służą charakterystyce badanej zbiorowości. A te, które przeprowadziła Biblioteka Narodowa moim zdaniem służą wywołaniu sensacji.

Zbiorowe uogólnienie, a nie badanie czytelnictwa

Bardzo nie lubię, gdy się mnie okłamuje i próbuje w jakikolwiek sposób manipulować danymi. Oprócz tego badania po Internecie fruwa wiele innych badań, które alarmują, że ponad połowa Polaków nie przeczytała w zeszłym roku ani jednej książki. Tragedia! I co teraz będzie?! Jak ratować to biedne, ledwo zipiące czytelnictwo, skoro nikt nie czyta? Powiem wam coś. Codziennie jeżdżę do pracy, jak wielu z was. Widzę w tramwaju, codziennie, minimum jedną osobę czytającą – nieważne czy ma w ręku czytnik, czy książkę papierową. Nieważne co czyta. Ważne, że to robi. Jestem administratorem grupy Zaczytani na facebooku, która za chwilę przekroczy 6000 członków, którzy dzień w dzień udowadniają, że czytają i to więcej niż jedną książkę dziennie. Więc może zamiast powoływać się na idiotyczne badania i bić na alarm wziąć do reki książkę i po prostu poczytać? 😉

Do sądu przychodzi się po wyrok, a nie po sprawiedliwość – Behawiorysta – Remigiusz Mróz

Po przeczytaniu ,,Wotum nieufności” uznałam, że czas zmierzyć się z Behawiorystą, o którym słyszałam wiele skrajnych opinii. Jedni mówili, że słabo, że sceny z dziećmi są oburzające, że nie dla ludzi o słabych nerwach. Jeszcze inni wskazywali na przekombinowanie w wątkach, przydługą fabułę i zbytnie fantazjowanie. Znaleźli się także tacy, którzy uważali, że ta część jest zupełnie inna niż wszystkie inne, a przez to wyjątkowa i napisana po mistrzowsku. A co sądzę ja na temat Behawiorysty?

Gdy ludzie sami chcą wymierzać sprawiedliwość…

Gerard Edling, były prokurator, został wydalony dyscyplinarnie ze służby już jakiś czas temu. Tym bardziej nie sądził, że pewnego dnia odbierze telefon od byłej podopiecznej z prośbą o pomoc. Zamachowiec zabarykadował się w przedszkolu – porwał dzieci i wychowawców. Jednocześnie nie wiadomo co chce osiągnąć – jak do tej pory nie przedstawił żadnych żądań. Zdziwienie budzi to, że transmituje całe porwanie w internecie. Edling, jako specjalista od komunikacji niewerbalnej próbuje dociec o co tak naprawdę chodzi porywaczowi. Kiedy mężczyzna odsłania wszystkie karty jest już za późno – od tej chwili każdy, kto obserwuje transmisje w internecie może być sędzią i katem jednocześnie.

behawiorysta

behawiorysta to książka inne niż wszystkie

Remigiusz Mróz ma talent, który pewnie budzi zazdrość wielu pisarzy w środowisku – umie wciągnąć czytelnika w nawet najbardziej brutalny i bezwzględny świat w taki sposób, że ten nie będzie chciał go opuścić ani na minutę. Behawiorysta jest książką dla mnie wyjątkową, ponieważ opowiada o bardzo ważnych rzeczach  – o tym, jakie zło drzemie w nas samych i co się stanie, jeśli źli ludzie dostaną odrobinę więcej władzy niż zazwyczaj. Na co dzień nie zastanawiamy się nad tym, ile w nas samych jest złości, zawiści, zazdrości i innych złych uczuć. Ta powieść niejako zmusza czytelnika do zastanowienia na ten temat.

Fabuła dość przewidywalna a bohaterowie nieudolni

Tutaj niestety się zawiodłam. Po Wotum nieufności, w którym było pełno zwrotów akcji i nieoczekiwanych wydarzeń oczekiwałam, że w Behawioryście również tak będzie. Otóż nie. Powieść jest dość przewidywalna. Co więcej, bohaterowie kompletnie mi nie podeszli. Niekompetencja i bezradność organów ścigania jest tak porażająca, że to aż boli. Modlę się, żeby mnie nigdy nie porwano, bo jeśli tak jest naprawdę, to ten porywacz mnie zdąży dziesięć razy zabić zanim oni mnie znajdą. Ani prokurator Beata ani ekscentryczny Edling nie zdobyli mojej sympatii. Wydawali mi się sztuczni – zwłaszcza nasz behawiorysta.

Mógł być dobry thriller psychologiczny – wyszedł słaby kryminał

Jedynym plasem Behawiorysty jest to, że rzeczywiście wciąga. Fabuła jest pełna niedociągnięć, jednakże nie przeszkadza to w dobrym odbiorze książki. Spodziewałam się jednak po tej powieści czegoś więcej. Najbardziej mi chyba przeszkadzało, że jest przewidywalna. Sama kreacja bohaterów również mi się nie spodobała i mim nadzieję, że w innych powieściach takich błędów już nie będzie.

„Ludzka to rzecz trudzić się, nie boska.” – ,,Krzyżowiec” Grzegorza Wielgusa

Nie mam dobrych doświadczeń z wydawnictwem Novae Res, ale wychodzę z założenia, że każdemu szansę trzeba dać, a debiutantów wspierać trzeba. Tematyka powieści także mnie zainteresowała – wyprawy krzyżowe to temat, który jest mi dość dobrze znany, nie tylko z lekcji historii. Do dnia dzisiejszego historie o Krzyżowcach rozbudzają wyobraźnie wielu czytelników, w tym i moją.

Krzyżowiec

POWIEŚĆ NIETYPOWA i nie dla każdego

Krzyżowiec to powieść wyjątkowa – opowiada o rycerzu, który umarł w bitwie i teraz szuka odkupienia na ziemi. Wyrusza z klasztoru w kierunku Jerozolimy, aby właśnie tam odnaleźć spokój duszy. Tytułowy Krzyżowiec, oprócz tego, że jest martwy, przeklęty i cały poparzony to dodatkowo … nie mówi. Tak, dobrze czytacie. Jest całkowicie niemy. Po drodze do Jerozolimy będzie musiał zmierzyć się z samym sobą i swoją krwiożerczą naturą, napotka wiele przeciwności, które mają umocnić jego mroczną duszę. Czy jego grzechy zostaną odkupione? Czy uda mu się wytrwać?

Niemy bohater pierwszoplanowy

Książka, w której główny bohater jest niemy – hmm, brzmi dość ekscentrycznie, żeby nie powiedzieć, że jest to koncepcja szalona. W dzisiejszych czasach królują powieści z dosłownie przepełnione rozbudowanymi dialogami. W powieści Grzegorza Wielgusa nie ma ich za wiele, co nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu. Autor jednak nadrabia wszystko barwnymi opisami, które dokładnie odzwierciedlają drogę Krzyżowca.

Niewątpliwie jest to odmiana – czytać powieść, która w niczym nie przypomina powieści historycznych, które czytałam do tej pory. Mamy tutaj bardzo mało dialogów i dużo opisów. Powiem od razu – to nie jest łatwa książka. Na początku miałam spore problemy, aby przystosować się do tego typu konwencji. Ale było warto.

Trochę fantastyki, odrobinę horroru i szczypta historii

Krzyżowiec łączy w sobie wiele  gatunków literackich – pojawiają złe moce, tajemnicze istoty i mordercze pojedynki. Mamy tutaj domieszkę fantastyki, trochę klimatu horroru oraz odrobinę historii, która tylko dodajemy powieści smaku. Grzegorz Wielgus ma dar, który mają nieliczni autorzy – trzeba mieć naprawdę talent, żeby stworzyć ciekawą książkę, podczas gdy główny bohater nic nie mówi. Autor wiedział doskonale, że skoro jego bohater nie mówi, to jego rolą będzie porwać czytelnika czymś innym. I to właśnie robi – pokazuje nam miejsca i wydarzenia w taki sposób, że mamy wrażenie, że bierzemy w nich udział.

Książka trudna, ale warta przeczytania

Krzyżowiec nie jest typową powieścią i jestem przekonana, że wielu mała ilość dialogów zniechęci do dalszego czytania. Osobiście jednak uważam, że warto trochę się pomęczyć, aby odkryć prawdziwą urodę tej powieści i delektować się iście mistrzowskimi, jak na debiutanta, opisami wydarzeń.

Książka już w sprzedaży!

Wiem, pewnie macie mnie dosyć, ale radość i energia mnie rozpiera. 🙂 Od kilku dni w sprzedaży jest moja nowa książka. Temat co prawda trudny, ale uważam, że potrzebny. Coraz więcej ludzi choruje na depresję, a literatury na ten temat nie przybywa. Dlatego z wielką chęcią chce wam przedstawić moje dzieło:

depresja-niewidzialny wróg joanna jankiewicz

Słów kilka o książce

W tym poradniku przedstawiam najważniejsze rodzaje depresji, wskazuje najczęściej spotykane objawy oraz omawiam takie zagadnienia jak nerwica natręctw, depresja anankastyczna, depresja poporodowa, baby blues i psychoza poporodowa. Mówię o tym, że należy zwracać także baczną uwagę nie tylko na osoby chore, ale także na osoby im bliskie, ponieważ najczęściej to właśnie one noszą trudny do zniesienia ciężar jakim jest życie z osobą chorą. W tym poradniku przedstawiam także rożne metody leczenia depresji, odczarowuje mit złego lekarza psychiatry i uzależniających leków, które są bardzo źle postrzegane, często bezzasadnie.

Wydawnictwo Złote Myśli

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Złote Myśli i z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do jej wydania, a w szczególności pani Aleksandrze, która niczym dobry duszek znosiła moje zniecierpliwienie. Nie jest to moja pierwsza i ostrzegam, że nie ostatnia książka tego wydawnictwa, także mam nadzieję, że przy kolejnej również trafię na Panią. 🙂

Depresja – niewidzialny wróg

Mam wielką nadzieję, że dla każdego czytelnika ta pozycja przyniesie coś wartościowego. Po to właśnie ją tworzyłam – żeby pomagać osobom chorym i ich bliskim w zrozumieniu tej choroby. Bo to właśnie w zrozumieniu leży klucz do jej pokonania. Znam wiele osób, którym udało się wygrać z depresją. Jestem pewna, że każdy z moich czytelników ma tą siłę w sobie i może sobie pomóc. Najważniejsza jest jednak wizyta u dobrego specjalisty, bez tego się nie obejdzie. Od wielu lat słyszę, że nie ma w Polsce dobrych lekarzy psychiatrów. Są, tylko trzeba szukać, aż się znajdzie. Wiem, że to trudne, ale jeśli znajdziemy odpowiedniego człowieka to okaże się, że jesteśmy o krok bliżej od wyzdrowienia.  Czego życzę wszystkim osobom, które zmagają się z depresją.

Depresja dziecięca – choroba nieznana

Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała w 2014 roku raport dotyczący samobójstw – co 40 sekund na świcie ktoś popełnia samobójstwo. Do 2020 roku ten czas ma skrócić się do 22 sekund, a liczba osób, która chce popełnić samobójstwo wzrosnąć nawet dwudziestokrotnie. Szczególnie szokujące są są statystyki dotyczące najmłodszych – WHO podaje, że samobójstwo to druga, najczęściej spotykana przyczyna śmierci nastolatków. W ostatnich latach coraz więcej młodych osób odbiera sobie życie. Według danych WHO nawet do 20 % dzieci na świecie cierpi na zaburzenia emocjonalne i umysłowe. 10% amerykańskich nastolatków cierpi z powodu depresji. Co piąty przyznaje, że miewa myśli samobójcze.

Samobójstwa Młodocianych- zatrważające statystyki

Statystyki policyjne z ostatnich lat nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Samobójstwo jest główną przyczyną zgonów młodzieży.  W 2013 roku zbadano, że ponad 150 dzieci popełniło samobójstwo. Liczba ta z roku na rok rośnie coraz bardziej. W 2012 roku ponad 600 dzieci próbowało odebrać sobie życie. Wiele z nich cierpiało na depresję. .Pytanie ile z nich się leczyło?
depresja dziecięca

Depresja dziecięcia – a co to takiego?

Przez wielu lekarzy i rodziców jest bagatelizowana. Kiedyś pewna matka powiedziała, że jakie dziecko może mieć problemy, żeby mieć depresję. Przecież ma beztroskie życie. Nie musi się o nic martwić. To pokazuje jak niewiele rodzice wiedzą o własnych dzieciach. I nie winię ich za to, bo sama nie wiem jak bym się w takiej sytuacji zachowało. Ta kobieta 10 minut wcześniej usłyszała że jej 8-latek ma depresję. Była w szoku. Nie wiedziała jak sobie poradzić z tą nową dla siebie sytuacją.

Szacuje się, że na depresję cierpi 3 % dzieci w Polsce. Wiele jest źle zdiagnozowanych i nieleczonych. Lekarze bardzo często diagnozują dzieci jak dorosłych, a to błąd. U dzieci depresja może objawiać się inaczej. Nie ma takiej jednostki chorobowej jak depresja dziecięca. Niezaprzeczalny jest jednak fakt, że wiele dzieci choruje na depresję. O wiele częściej chorują dziewczynki, niż chłopcy.

depresja dziecięca

Czym objawia się depresja dziecięca?WSZYSTKO ZALEŻY OD WIEKU

Depresja u dzieci może wyglądać podobnie jak u dorosłego. Zdarzają się jednak przypadki, w których objawy wyglądają zupełnie inaczej. W obu przypadkach mamy do czynienia z gwałtownym i długotrwałym obniżeniem nastroju. Dzieci bardzo często zachowują się agresywnie i autodestrukcyjnie – mogą zdarzyć się przypadki samookaleczania się. Wzrasta także ich drażliwość, co przyczynia się do częstych wybuchów złości. Jeśli lekarz diagnozuje dziecko tak jak dorosłego, to te objawy nie pasują mu do depresji – nie dziwne więc, że diagnozuje je jako nadpobudliwość.  Dzieciom chorującym na depresję trudno utrzymać na dłużej koncentracje, często nie potrafią zapamiętać materiału z zajęć, co powoduje opuszczanie się w nauce. Zdarzają się przypadki moczenia, bólu brzucha, głowy, biegunki czy duszności.

U nastolatków depresja może przybrać zupełnie inną twarz. Znane są przypadki nastolatków, którzy nagle nie chcą wyjść ze swojego pokoju, odczuwają silne lęki, choć wcześniej ich nie mieli. Młodzi ludzie zamykają się w swoim świecie i nie chcą nikogo do niego wpuścić. Czują się niezrozumiani i samotni, wycofują się z kontaktów z innymi ludźmi.

Dlaczego u dziecka pojawiła się Depresja?

Obecnie lekarze nie dysponują wystarczającą wiedzą na temat przyczyn depresji u dzieci. Nic w tym dziwnego, skoro nie do końca wiadomo jak je leczyć, a depresja dziecięca nie jest nawet jednostką chorobową. Podobnie jak u dorosłych, wskazuje się na kilka czynników – społeczne, środowiskowe, biologiczne, genetyczne i psychologiczne. Czynniki psychologiczne i społeczne dotyczą konstrukcji psychicznej dziecka oraz tego, w jakim środowisku społecznym przyszło mu żyć. Dzieci o delikatnej psychice, wrażliwe, są dużo bardziej narażone na zachorowanie. Podobnie jest z dziećmi pochodzącymi z rodzin patologicznych, które doświadczają w domu przemocy. Nie bez znaczenia są także geny, które dostajemy w spadku po rodzicach.

Stały brak specjalistów i literatury

W Polsce mamy niedobór lekarzy psychiatrów, nie mówiąc już o takich, którzy zajmują się problemami dzieci i młodzieży. Niewiele w Polsce jest także książek na ten temat – można tutaj wymienić m.in. książkę Jose Collados’a Zorraquino i Wioletty Radziwiłłowicz, których grafiki wrzucam powyżej. Bardzo ciekawa lektura, polecam każdemu rodzicowi, który niepokoi się zdrowie swojego dziecka. Im większa mamy świadomość, tym szybsza nasza reakcja.

 

Piękna i Bestia w kinach!

Uwielbiam bajki Disneya. Kochałam je już jako mała dziewczynka, z pasją oglądając Pinokia, Bambiego, 101 dalmatyńczyków, Piotrusia Pana i Króla Lwa. Wydaje mi się, że potem żadne bajki, wyprodukowane przez inne wytwórnie, nie pobudziły już tak bardzo mojej wyobraźni. Historia Belli jest mi szczególnie bliska, ze względu na zainteresowanie głównej bohaterki literaturą. Niezrozumiany, wyśmiewany przez mieszkańców małego miasteczka mól książkowy. Do dzisiaj, gdy słyszę pytanie: ,, Co ci daje czytanie?” mam przed oczami Bellę z Pięknej i Bestii, dla której czytanie książek było jak podróże, których nie mogła odbywać na co dzień. Kiedy usłyszałam o tym, że Piękna i Bestia pojawi się na ekranach kin wiedziałam, że nie może mnie tam zabraknąć.  I poszłam sama, bo mój mąż wzgardził tego typu rozrywką. 🙂 Nie wie chłopak co dobre

.Piękna i Bestia

W małym, swojskim miasteczku, położonym we Francji, mieszka młoda, inteligentna dziewczyna o imieniu Bella. Mieszka tam od wielu lat razem z ojcem, który zajmuje się naprawianiem zegarów. Dziewczyna źle się czuje w miejscu, w którym przyszło jej żyć. Pasjami czyta książki, chcąc oddalić się jak najbardziej od szarej i nudnej rzeczywistości. Pewnego dnia jej ojciec zostawia ją samą i wyrusza na jarmark. Nieszczęśliwy wypadek sprawia, że tata Belli odwiedza zamek, w którym mieszka książę zaklęty w Bestię. Bella rusza ojcu na ratunek, nie wiedząc, że po przekroczeniu progu nawiedzonego zamku zmieni się całe jej życie.

NIESAMOWITY GŁOS EMMY WATSON I CHARYZMATYCZNA BESTIA

Pierwszym, pozytywnym zaskoczeniem był głos Emmy Watson. Poszłam na film z napisami, ponieważ mam awersję do polskiego dubbingu. I był to bardzo dobry wybór. Emma śpiewa naprawdę fantastyczne, ma bardzo miły dla ucha, ciepły głos, który idealnie współgra z postacią Belli. Po usłyszeniu jej śpiewu i obejrzeniu gry aktorskiej nie mam żadnych wątpliwości, że wybór aktorki to nie przypadek i postawiono na osobę idealną. Dan Stevens w roli Bestii również pokazuje się z bardzo dobrej strony. Wiele osób podziwia grę aktorską Luke’a Evans’a, który grał Gastona – osobiście uważam, że aktor grający Bestię był dużo bardziej charyzmatyczny, natomiast fakt, faktem – Gaston bywał bardzo zabawny i bardzo dobrze pokazał, że nie wszystko złoto, co się świeci, a potwór kryje się czasami tam, gdzie nie spodziewamy się go ujrzeć.

Świetna muzyka, która zostaje w głowie na długo

Jestem już kilka dni po obejrzeniu filmu i nadal mam w głowie cały soundtrack z Pięknej i Bestii. Muzyka w tym filmie to prawdziwe mistrzostwo gatunku – bałam się, że twórcy zepsują muzykę, którą znałam z bajki. Nic takiego na szczęście się nie stało, a ja mogłam delektować moje uszy cudownymi dźwiękami. Po obejrzeniu filmu z napisami zobaczyłam w internecie jak poradzono sobie w polskim dubbingu z muzyką. I muszę przyznać, że śpiew Bestii robi wrażenie – brawo dla pana Huberta Zapióra. Nieprawdopodobny głos.

Walory edukacyjne w bajkach Disneya

Jak każda bajka Disneya, ta również opowiada o tym, że w każdej osobie może skrywać się ,,bestia”. To nasze uczynki najbardziej nas określają i dobro, które w sobie nosimy. Ktoś może być piękny i bogaty, ale być złym człowiekiem. Nie wierzę co prawda w sprawiedliwość społeczną jak w bajkach Disneya, aczkolwiek głęboko ufam w to, że dobre uczynki wracają do nas ze zdwojoną siłą.  Bardzo dobrze, że są jeszcze bajki, które o tym przypominają, nie tylko dzieciom, ale i dorosłym.

,,Czy wszyscy pisarze są pierdolnięci?!”

Komedia kryminalna nie jest u nas popularnym gatunkiem. Niestety, znam niewielu pisarzy, którzy tworzą tego typu powieści. Tym bardziej ucieszyłam się, gdy wzięłam do ręki pierwszy tom serii Mroczna Strona autorstwa Aleksandra Rogozińskiego. Oczekiwałam przede wszystkim dużej dawki poczucia humoru. Po ciężkim dniu w pracy byłaby jak znalazł. Czy ją dostałam?

Aleksander Rogoziński – KRÓTKO O AUTORZE

Związany z branżą dziennikarską od wielu lat – obecnie redaktor dwutygodnika Party, autor wielu artykułów  o różnej tematyce. Można go także od czasu do czasu oglądać w ,,Maglu Towarzyskim” u boku Karoliny Korwin Piotrowskiej ( swoją drogą uwielbiam ten program). Pierwszą książkę wydał w 2015 roku, była to powieść „Ukochany z piekła rodem”, która z miejsca podbiła serca czytelników i znalazła się na liście bestsellerów EMPIK.com.

Róża Krull rozpoczyna własne śledztwo

Poczytna pisarka kryminałów jest bardzo niezadowolona, kiedy okazuje się, że musi pojechać na zjazd pisarzy, który odbywa się w starym dworku pod Krakowem. Podejrzewa, że umrze tam z nudów, albo upije się na śmierć. Jeszcze nie wie, jak bardzo się myli. Już pierwszego dnia staje się świadkiem morderstwa koleżanki po fachu. Nie może pozbyć się przeświadczenia, że ktoś jej tu podkrada pomysły z jej powieści. Postanawia sama, przy niewielkiej pomocy równie szalonych przyjaciół, odkryć kto jest zabójcą.

Róża Krull

Charakterystyczni bOHATEROWIE

Róża Krull jest bohaterką obok której nie można przejść obojętnie. Podejrzewam, że jednych irytuje, a drudzy ją kochają. Ja po przeczytaniu powieści sama nie wiem jakie mam w stosunku do niej odczucia. Chwilami wydaje się tak nieporadna, że to aż śmieszne. Z drugiej strony w wielu momentach wykazuje się nie lada odwagą ( choć niektórzy by to nazwali głupotą) i postanawia sama wytropić zabójcę. Mimo gracji słonia w składzie porcelany Róża radzi sobie całkiem nieźle i wprowadza do powieści naprawdę wiele dobrego humoru, który udziela się także czytelnikowi.

Wątek kryminalny na poziomie

Intryga może i nie jest za bardzo rozbudowana, ale nie o to w tej powieści chodzi żeby być drugą Bondą i walić po 800 stron. Powieść jest, jak na dzisiejsze standardy, krótka, lecz nie ujmuje jej to w żaden sposób. Zawiera wszystko to, co lubię w czarnych komediach – odrobinę dreszczyku, oraz szczyptę dobrego humoru. Czekam z niecierpliwością na kolejne tomy z Różą Krull w tle, a ,,Do trzech razy śmierć” polecam każdemu wielbicielowi gatunku.

 

 

 

 

Polska polityka w smutnym wydaniu – Wotum nieufności Remigiusza Mroza

Wstyd się przyznać, ale to moje pierwsze spotkanie z panem Remigiuszem Mrozem i jego twórczością. Taka wielbicielka kryminałów jak ja nie powinna się do tego publicznie przyznawać. No cóż, trudno, stało się. Mogę tylko powiedzieć na swoje usprawiedliwienie, że mam bardzo małe zaufanie do polskich twórców powieści kryminalnych i musiałam się przemóc i przygotować psychicznie. Pytanie tylko, co mi z tego wyszło?

Remigiusz Mróz, Wotum nieufności, wyd. Filia, s. 624

Co się stanie, gdy marszałek sejmu obudzi się z wielką luką w pamięci, w nieznanym wcześniej pokoju hotelowym, znajdującym się gdzieś na wygwizdowie? Wiadomo jedynie, że to tylko początek problemów. Czy marszałek Daria Seyda przypomni sobie, co się stało w tę noc? Tymczasem Patryk Hauer, młody polityk prawicy, próbuje zrozumieć czy śmierć jednego Polaka i działania najwyższych urzędników w państwie mają ze sobą jakikolwiek związek. Tą dwójkę dzieli absolutnie wszystko – podejście do rodziny, etyki, moralności i polityki. Połączy za to jedna, tajemnicza sprawa śmierci jednego człowieka, którą oboje będą chcieli wyjaśnić za wszelką cenę.

wotum nieufności

Nie na darmo książki tego pana nazywane są majstersztykami. Na własne oczy przekonałam się, co to znaczy po mistrzowsku stworzyć fabułę. Na ogół książki political fiction mnie nie grzeją. Tak właściwie to ja nie lubię polityki. Co mnie podkusiło żeby coś takiego wziąć do ręki? Nie mam bladego pojęcia. Ale wiem jedno. Zatonęłam w tej książce. Od pierwszej chwili autor wciągnął mnie w wir intryg, hipokryzji, twardej i bezkompromisowej polityki. To było nie tylko ciekawe – to chwyta za gardło i nie daje na chwilę odpuścić.

Ani chwili wytchnienia

Najlepszą cechą tej powieści są emocje. Jest ich tyle, że nie sposób zaczerpnąć tchu. Były momenty, że śmiać mi się chciało, bo przez chwilę był już spokój, a tutaj nagle znowu coś się dzieje. Mróz nie daje czytelnikowi chwili wytchnienia. Przez moment ma się wrażenie, że spokój to dla autora ujma na honorze – u niego w książkach musi się dziać i to tak, że wszystko się trzęsie. I rzeczywiście tak jest. Akcja goni akcję, bohaterowie są doświadczani na różne sposoby i wikłani w coraz trudniejsze do opanowania i dziwniejsze sytuacje. Powiem szczerze – gdybym była na miejscu tych ludzi chyba bym usiadła i się popłakała z bezsilności.

Wyidealizowana bohaterka

Jedno, jedyne zastrzeżenie mam do głównej bohaterki, Darii Seydy. Jest tak strasznie wyidealizowana, że to aż boli. Jakim cudem ta baba znalazła się w polityce? Takie pytanie zadawałam sobie niemalże przez całą książkę i nijak nie udało mi się na nie odpowiedzieć. Zapewne był to celowy zabieg autora żeby pokazać jakieś światełko w tym tunelu zła – polityka w tej książce jest tak straszna i brudna, że czytelnik ma ochotę się umyć zaraz po jej przeczytaniu. Pani Seyda wnosi lekki zefirek nadziei, aczkolwiek nie wiem czy takie osoby w polityce w ogóle jeszcze istnieją. Mam co do tego spore wątpliwości.

Podsumowanie

Wotum nieufności to bardzo dobra powieść, pełna emocji i wielokrotnych zwrotów akcji, od których zapewne niejednemu czytelnikowi zakręci się w głowie. Polecam zwłaszcza osobom, które lubią grzebać w polskiej polityce współczesnej. Spotkanie z bohaterami tej powieści będzie dla nich rozrywką na wiele chłodnych wieczorów.

Czy okładka jest ważna? Kilka słów o projektowaniu okładki.

Jednym z elementów prac wydawniczych jest projektowanie okładki. To bardzo przyjemny proces, głównie dla autora, który zyskuje możliwość zobaczenia jak jego dziełu nadaje się charakter i kształt. Jak wygląda współpraca wydawnictwa z autorem na tym polu?

okładka

Propozycje okładki od wydawnictwa

Jeśli współpracujemy z wydawnictwem i to w jego gestii jest stworzenie okładki to bardzo prawdopodobne, że pewnego pięknego dnia dostaniemy do akceptacji kilka wzorów okładki. Szczerze mówiąc uwielbiam wybierać okładkę do książki, którą sama stworzyłam. Jest w tej czynności coś, co mnie w jakiś sposób cieszy i uskrzydla, czasami nawet motywuje do dalszej pracy. Nie wiem czemu tak jest, nie do końca potrafię to ująć w słowa, ale tak właśnie się czuję, kiedy widzę propozycje okładek. Zazwyczaj autor dostaje od 3 do 5 propozycji. Jeśli trafi nam się płodny grafik to dostaniemy nawet 10. Pozostaje nam tylko wybrać którąś i posłać odpowiedź do wydawnictwa.

A co jeśli żadna okładka mi się nie spodoba?

Czasami dzieje się i tak, że żadne okładki do nas nie przemawiają. No bywa, nie wszystko nam się musi podobać. Mamy wtedy prawo powiedzieć, że te propozycje nam się nie podobają i prosimy o jeszcze jakieś. Oczywiście nie przesadzajmy, nie bądźmy wybredni dla zasady i nie marudźmy nad dwudziestą okładką. Jestem pewna, że z dwudziestu projektów da się coś wybrać. Jeśli mimo to żaden projekt nam się nie podoba to mamy dwie drogi – wybrać któryś projekt, który do nas nie przemawia, ale ujdzie w tłoku ( nie polecam – mamy być zadowoleni z efektu a nie umiarkowanie zadowoleni) albo podążyć jeszcze inną drogą.

Współpraca z niezależnym grafikiem

Zdarzyło mi się raz, że musiałam skorzystać z tego sposobu, ponieważ okładki wydawnictwa do mnie absolutnie nie przemawiały. Zwyczajnie napisałam do niego wiadomość, że poszukuję twórcy okładki do mojej książki. Musiałam nakreślić o czym jest fabula, jaki to typ literatury i poruszyć inne, podstawowe tematy. Jest to opcja droższa, bo w tym wypadku to autor płaci grafikowi, a nie wydawnictwo. Ale powiem wam jedno – warto tą drogą podążyć, jeśli nie macie już innego wyjścia. Koszt zrobienia okładki w kilku formatach to od 1000 do nawet 3000 zł.

Dlaczego okładka jest ważna?

Bo to pierwsze co widzi czytelnik, gdy sięga waszą powieść z półki. Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale nie czarujmy się – duża część czytelników tak robi. Potem patrzy na opis z tyłu. Ten powinien go zaciekawić na tyle, że czytelnik będzie chciał przeczytać książkę Jak skojarzy autora to fajnie. Jak nie, to jeszcze zajrzy na notę o autorze. Ale okładce przyjrzy się wnikliwie. Dlatego warto ją dopracować i spędzić nad nią trochę więcej czasu.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania na temat projektowania okładki lub innego procesu wydawniczego, to dajcie znać. Chętnie odpowiem, jeśli tylko będę potrafiła. 🙂